Nie, nie zakończyłem jeszcze swej małej prywatnej wojny. W tym jednak poście dam przykład zwykłego prostactwa, które niepokoi mnie dużo mniej niż zarzuty poparte pseudodowodami. Cytuję dzisiejszy komentarz kismeta na jednym z blogów:
Pismacka żenada
Pan Leski byl uprzejmy napisac "Jedyne, co mam, to swój prestiż zawodowy." Niestety, drogi panie redaktorze, o prestiżu zawodowym to moga mowic szewcy czy krawcy, wyksztalciuchy swoj zawodowy prestiz przeputaly juz dawno temu. A okreslenie "prestiż zawodowy" dziennikarza moze tylko rozsmieszyc. Gdziescie panowie pismacy byli, kiedy prezio chwial sie pijany nad grobami meczennikow? ...
I tak dalej. Pominę absurdalność zarzutów typu "gdzie byleś, kiedy...". Akurat wtedy pracowałem w Sekcji Polskiej BBC, która jako pierwsze medium, polskie i światowe, poinformowała o pijanym preziu w Charkowie. Ale to bez znaczenia, bo epitety nie są groźne. Wbrew zdziwieniom części komentatorów - gołe epitety mnie nie bolą.
Powtarzam: bolą mnie łatwe do wyguglowania kawałki typu Leski kłamie - i tu link lub jakaś teza udająca dowód. Chcąc wyszukać wszystkie takie zarzuty i jeszcze na nie odpowiedzieć musiałbym poświęcić się wyłącznie temu zajęciu. Przykłady nastąpią.



Komentarze
Pokaż komentarze (41)