Krzysztof Leski Krzysztof Leski
24
BLOG

Mityczna komóra na 2 SIMy

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 15

Poczucie wyższości to coś, czego boję się ogromnie, a i wstydzę wielce, gdy mi się je przydarzy przejawić. Ale obserwując dygresyjną dyskusję pod moim postem o sofcie nie umiałem powstrzymać nieco protekcjonalnego rozbawienia. Mówiono o tym, czy istnieje telefon komórkowy na dwie karty SIM...

Telefonia GSM w Polsce zadebiutowała oficjalnie bodajże 15 września 1996. Pierwsza na rynku była Era, znana większości telefonów jako 260 02 (nazw polskich sieci nie było w sofcie)/. 15 dni później na rynek wszedł Plus - 260 01. Po kolejnych dwóch mniej więcej tygodniach w necie zadebiutował wątek: "komóra na dwa simy".

Od 1996 niemal zawsze muszę mieć przy sobie dwie komóry, więc też śledziłem wątek - a było co śledzić: co tydzień-dwa ktoś "prawie odkrywał" taką słuchawkę, brakowało tylko szczegółu: producenta i typu. Po czym okazywało się, że to kaczka. Aż wreszcie pojąłem, że takiego telefonu nie ma i raczej nie będzie.

Rynek telefonów komórkowych nie jest rynkiem klienta. To rynek operatorów. Firmy produkujące słuchawki robią telefony pod nich, bo za ich pośrednictwem upłynniają gros swej produkcji. Jasne zaś, że żaden operator nie jest zainteresowany istnieniem słuchawki, do której obok jego SIMa abonent mógłby włożyć innego i być w zasięgu dwóch sieci jednocześnie.

W połowie lat 90. rynek słuchawek dzielili między siebie dwaj giganci - Ericsson i Nokia - gonieni przez Motorolę. Inni raczkowali. Zrazu łudziłem się, że jedna z mniejszych firm wyprodukuje dwusimową komórę. Myślałem, że zrobi to francuski Sagem, bo zachowywał się niekonwencjonalnie. Np. pod koniec 1996 wypuścił na rynek model, chyba jak dziś pamiętam, RD 435, z wbudowanym modemem, w cenie rzędu 200 dolców. Porównywalne produkty Nokii i Eryka kosztowały wtedy pięciokrotnie więcej, a Motorola nie miała tego w ofercie. Zaraz się w tego Sagema zaopatrzyłem i szpanowałem łącznością bezprzewodową, gdy mało który dziennikarz miał laptopa.

Ale Sagem szybko się dostosował. Zaczął wypuszczać komóry w "normalnych" cenach i z przewagą wodotrysków nad zaletami użytkowymi. Moje nadzieje odżyły, gdy jakieś pięć lat temu, w ślad za Samsungiem, na rynek zaczęły wdzierać się małe firmy z Dalekiego Wschodu. Ale znów czekało mnie rozczarowanie.

Gdy przed ponad rokiem kupowałem mojej kochanej K. VK 200 - wiedziałem już, że to debiut i łabędzi śpiew zarazem. Telefonik był kopią modnej wiosną 2006 Motoroli L7- ale dużo lepszą od oryginału. Mając wszystko to, co L7, jest od niej o 10% mniejszy i o 1/3 (!) lżejszy przy podobnym czasie czuwania. Czyta karty micro SD do 2 GB, a nie 512 MB, jak Motka. No i był ponad dwukrotnie tańszy.

U nas VK jest wciąz prawie nieznany - panienki z biur oszukiwania klienta, słysząc VK 200, wciąż dopytują, o jaką Motorolę chodzi. Ale już we wrześniu 2006 VK, która na przyczółek w Europie wybrała Anglię, zawarła tam kontrakty z wielkimi sieciami: najpierw z "3", potem z Vodafone. Oferta VK upodobniła się zaś do standardu.

Nie łudźcie się: gdy nowy, mały producent wypuszcza coś fajnego w rozsądnej cenie - czyni to tylko po to, by w ciągu kolejnego miesiąca BOK każdej sieci odebrał kilkaset rozmów w stylu: Kiedy będziecie sprzedawać to cudeńko? Producent traktuje was jak żołądki, przez które dociera do kieszeni operatorów. A gdy już dotrze, żołądki przestają być mu potrzebne. Nie będzie komóry na dwa SIMy...

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka