Plota pojawiła się parę dni temu, ale jakoś mnie omijała. Dziś na sejmowych schodach wpadłem na Jacka Piechotę, zamieniliśmy parę słów, poseł wspomniał, że może już stąd całkiem wychodzi, ale nie wziąłem tego poważnie. Na dalsze wyjaśnienia czasu nie było, bo odkąd nastał marszałek Ludwik Dorn, na schodach rozmawiać nie należy ani zgromadzeń większych tu organizować, gdyż cierpi wówczas przepustowość ciągów komunikacyjnych i zdarza się, że straż marszałkowska interweniuje.
Potem w pustym już Sejmie zgadałem się jakoś z kumpelą z dziennika.pl i uznaliśmy, że rzecz sprawdzić trzeba. Zadzwoniliśmy do Piechoty, a ten spokojnie potwierdził i dodał, że wyznania w sprawie jego wahań, rozważania o możliwości rezygnacji z mandatu wiszą sobie od środy na jego blogu. Twierdzi, że jest znużony marnością debat w obecnej kadencji. Poza tym jest posłem o najdłuższym stażu - w Sejmie, zrazu PRL, a potem RP, nieprzerwanie od 1985 czy 1986 r.
Dlatego o nim wspominam. Zamierzam bowiem uruchomić cykl krótkich wpisów o Sejmowych Dziwakach: politykach, dziennikarzach i innych. Piechota jest kandydatem na bohatera odcinka w tym cyklu. Powiada, że decyzje podejmie raczej dopiero jesienią, co oznacza, że może zdążę o nim skrobnąć.
W rozmowie padło oczywiście pytanie, czy rozważania Piechoty o odejściu z polityki mają jakiś związek z zarzutami dotyczącymi szwajcarskich kont polityków lewicy. - Nie, wtedy raczej chowałbym się za immunitetem - roześmiał się poseł SLD.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)