Krzysztof Leski Krzysztof Leski
60
BLOG

Ujawnić wszystko. Ale jak?

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 35
Świta. Zajrzałem przed chwilą na stronę Trybunału Konstytucyjnego. Wciąż nie ma tam uzasadnienia wyroku w sprawie lustracji. Ufam jednak, że się dziś pojawi, zgodnie z zapowiedzią prezesa TK i ku satysfakcji marszałka Sejmu.
 
Wtedy prace komisji nad małą nowelizacją lustracji ruszą pełną parą i może jeszcze latem uda się uchwalić ustawę przywracającą historykom i dziennikarzom dostęp do akt IPN, by położyć kres Ludwika Dorna wizji trzech małpek.
 
Ale gdy mała nowelizacja zabiera trzy miesiące - czy jest szansa, by nowa ustawa lustracyjna powstała w tej kadencji Sejmu? Zostały dwa lata z małym hakiem...
 
Coś mi mówi, że koalicja - bojąc się Trybunału - wybierze rozwiązanie, które sugeruje Platforma i które jest pozornie łatwiejsze: zamiast lustracji jako takiej - ujawnienie akt. Bez konsekwencji, które tak oburzają większość sędziów TK, ale w imię jawności - niech Polacy, wiedząc, kto jest kim, sami decydują, komu chcą ufać.
 
Pytanie, czy jawność zapewni tę wiedzę, pomijam, choć trudno je nazwać nieważnym. Dziś chcę publicznie zapytać: czy pomysłodawcy i zwolennicy wyobrażają sobie, jak niezmiernie trudne technicznie jest ujawnienie wszystkiego?
 
Półki w IPN mają 86 km. To ok. 1,5 mln teczek! Instytut zewidencjonował dotąd mniej niż połowę! Jeśli przeciętna teczka ma 50 stron, trzeba wykonać 75 mln skanów. To najmarniej milion roboczogodzin! Dla obecnej załogi IPN praca na 10 lat.
 
Powiecie, że Czesi to zrobili? Mieli zdaje się dużo mniej teczek. A Niemcy? Porównanie potencjału IPN i Instytutu Gaucka to jak porównanie seicento z audi A8. Niemcy zabrali się już nawet za teczki podarte, ale pracę planują na wiele lat.
 
Może stanie się cud - Sejm zdąży uchwalić ustawę i da dość kasy z budżetu na nowe etaty w IPN oraz sprzęt. Jeśli strona A4 ma być czytelna (niektóre akta są w bardzo złym stanie), musi mieć około megabajta, nieważne - jpg, czy pdf. Będziemy więc mieli 75 mln MB, lub 75 tys. GB, czyli 75 terabajtów. Trzeba to gdzieś powiesić!
 
Gdy Lech Wałęsa w zeszłym tygodniu powiesił fragment swojej teczki bodaj na home.pl - serwer się nieźle zatkał na dwa dni, choć było tego raptem jakieś pół gigabajta. Teraz mówimy o danych o objętości 150 tysięcy razy większej!
 
Pamiętacie, gdzie Lech Kaczyński opublikował raport w sprawie WSI? Na serwerze komercyjnym należącym do kapitału rosyjskiego (Menatep). IPN musiałby zapewne postąpić podobnie, ale nie widzę takiego serwera - w Polsce ani na świecie - który wytrzymałby pierwszy tydzień ataku po opublikowaniu teczek.
 
Oczywiście intrnauci spontanicznie stworzą mirrory - zapewne ułamkowe, kopie części akt. Ale kto zagwarantuje ich wiarygodność? Cóż za problem zrobić parę drobnych korekt w teczce, by z porządnego człowieka uczynić agenta lub odwrotnie?
 
Objętość danych można by dramatycznie zmniejszyć stosując OCR, czyli przerabiając obrazy na pliki tekstowe. Oznacza to jednak lekko licząc dziesięciokrotnie więcej pracy potrzebnej do opublikowania teczek czyli ujawnienie akt około roku 2100.

Możliwe zaś, że IPN będzie i tak musiał wykonać znacznie więcej pracy niż same skany. PiS bowiem wciąż mówi o konieczności utajnienia informacji wrażliwych. Też byłbym chyba za tym, choć grozi to rodzajem cenzury bez jasnych kryteriów. Przede wszystkim jednak oznacza mnóstwo dodatkowej roboty.

Czas na wyjaśnienie: co chcę powiedzieć w tym poście? Otóż to, że zdania nie zmieniam i wciąż jestem za lustracją mimo setek wątpliwości. Ale też to, że szanse i na nią, i choćby na powszechne ujawnienie teczek widzę coraz skromniejsze.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka