Im bardziej zaglądam do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie ma. Im dłużej myślę, co chciał ugrać premier z pielęgniarkami, tym bardziej go nie rozumiem. Ciastka ani nie zjadł, ani go nie ma. Jarosław Kaczyński po prostu je oddał. Za friko.
Wczoraj wieczorem chciał rozmawiać z pielęgniarkami na Limanowskiego. Nie zjawiły się - chyba nie dlatego, iż nie miały biletów autobusowych. Trzeba było się złamać, odbyć krótką rozmowę tam, gdzie one chciały, umówić się na kolejną i poprosić stanowczo, by teraz poszły sobie do domu. Kto wie, może by się udało i dziś byłby spokój.
Premier wolał postawić na swoim. A potem zlecił interwencję policji. Co mówię - zlecił pół interwencji. Wystarczyło, by na rząd spadło odium ZOMO, więc ciastka dziewictwa premier już nie ma. A gdzie profity? Pielęgniarki jak stały pod KPRM i siedziały w środku - tak stoją i siedzą! Nielegalnie, czy to na jezdni, czy to na chodniku. Premier więc nie zjadł ciastka. Oddał je za darmo, sam nie wiem, pielęgniarkom, opozycji, czy mediom.
Protest się rozrasta, kolejne związki, kolejne branże, rewolucja bez mała. Co chciał pan osiągnąć, panie premierze? Proponuję konsultacje w koalicji. Z Andrzejem Lepperem.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)