Pielęgniarki podniosły przyłbice i pokazały swoje prawdziwe oblicze. Nie wszystkim, ale na pewno Polskiej Agencji Prasowej. Wyznaję, że osobiście nie słyszałem cytowanej przez PAP wypowiedzi Grażyny Gaj - pani sekretarz zarządu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Ale w takich sytuacjach dziewczyny z PAPa zwykły solidnie spisywać słowa z magnetofonu, więc raczej wiedząl, co piszą.
Otóż zdaniem pani Gaj pielęgniarki od trzech dni walczą - no, o co? Otóż o to, by ich spotkanie z premierem odbyło się w Kancelarii Premiera, a nie w Centrum Dialogu przy ul. Limanowskiego, gdzie Jarosław Kaczyński czekał na nie we wtorek i dokąd zaprasza je na najbliższy poniedziałek.
Jesteśmy tutaj, widzimy drzwi kancelarii premiera, dlaczego mamy jechać na drugi koniec Warszawy, żeby rozmawiać? - cytuje PAP panią Gaj, która ma jeszcze jeden argument: Tam od 3 dni przebywają nasze koleżanki!
Upór premiera jest nieco zabawny, ale to jednak on jest stroną zapraszającą i to on ma prawo wyboru miejsca spotkania. We wtorek wieczorem nie wyczuł, że powaga chwili wymaga spotkania się z pielęgniarkami tam, gdzie są. Teraz jednak pielęgniarki przeginają, choć opinia publiczna pewnie znów stanie za nimi.
Wszak ten drugi koniec miasta to w rzeczywistości ni mniej, ni więcej tylko cztery przystanki autobusowe z KPRM, nieco ponad 2 km, a bezpośrednich autobusów jest zaledwie kilka. Parę innych też jedzie tam, gdzie trzeba, jednak na przystanku przy KPRM nie stają. Chociaż, jeśli pielęgniarki poproszą...


Komentarze
Pokaż komentarze (197)