Premier poszedł na maxa. Pomijając polityczne aspekty propozycji referendum - pała z arytmetyki. Choć zapewne Jarosław Kaczyński wie, że jego propozycja jest arytmetycznie absurdalna, bo wszak nie chodzi chyba o to, by referendum się odbyło.
Wg premiera żądania służby zdrowia i budżetówki są zrozumiałe, ale dziś nierealne - chyba, że wzrosną dochody budżetu czyli podatki. Stąd pomysł referendum: czy Polacy chcą podwyżki. Czego konkretnie? W takich sprawach PiS, LPR i Samoobrona od lat są zgodne z PSL i SLD: podwyżki PITu dla "najbogatszych".
Roczne dochody z PITu to ok. 45 mld zł. Ale z tytułu stawki 40% - zaledwie 4-5 mld zł (wg innych danych nawet mniej, MF zaś nie publikuje dokładnych statystyk w tej mierze). Łatwo oszacować, że tylko dla zaspokojenia roszczeń samej służby zdrowia górną stawkę PIT należałoby podnieść pięciokrotnie, do 200 (dwustu) % zakładając, że liczba podatników i ściągalnośc podatku nie spadną (nierealne).
Osobny temat to twórcze rozwijanie teorii spisku przeciw rządowi, zwłaszcza słowa o udziale w tym spisku prywatnych mediów. Pan premier wspomniał o ich pracownikach wyjaśniając: Bo nie nazwę tego dziennikarzami. Obawiam się, że TO po takim dictum nie zacznie szczególnie sprzyjać premierowi i jego rządowi. Zaiste, obie strony sporu robią wszystko, by nie dać się lubić. Widywałem piękniejsze rewolucje.


Komentarze
Pokaż komentarze (93)