Wróciłem z mszy. Wszak niedziela. Byłem tam jednak służbowo, choć formalnie mam dziś wolne. W kościele św. Zbawiciela krajowy duszpasterz służby zdrowia ks. Józef Jachimczak rozwinął myśli zawarte we wczorajszym liście biskupów.
Interpretacja słów duchownych, którzy wypowiadają się w bieżących sprawach kraju, bywa bardzo niebezpieczna. Ks. Jachimczak nie mógłby być kapelanem pielęgniarek, gdyby nie podtrzymał ich na duchu mówiąc, iż zasługują na godziwe płace.
Ale wielokroć apelował o cierpliwość, bo 60-letnich zaniedbań w służbie zdrowia nie da się przeciąć od razu; o tym, że Polacy muszą ze sobą rozmawiać; w ślad za biskupami wspomniał, że trzeba uwzględniać możliwości budżetu państwa. I dodał, że obecny rząd, jako jedyny, znalazł pieniądze na znaczącą podwyżkę płac, choć to oczywiście nie wystarczy. Wreszcie powiedział wprost pielęgniarkom, że oszukują same siebie twierdząc, iż pacjenci nie odczuwają skutków protestu służby zdrowia.
Nie znaczy to jednak, że ks. Jachimczyk wziął stronę rządu. Owszem, jasno pochwalił - gabinet Jerzego Buzka. Już wczoraj biskupi pisali, że wielkim błędem było zniweczenie reformy z 1999. Ks. Jachimczyk powiedział, że Kasy Chorych, i tylko one, zapewniały działanie zasady pieniądz idzie za pacjentem: w obecnym systemienie wiadomo, dokąd te pieniądze idą. Duszpasterz zaapelował więc do rządu o odważną i głęboką reformę, która w przyszłości pozwoli rozwiązać też problemy płacowe.
Bardzo jestem ciekaw, czy i jakie wnioski wyciągną z tego strony sporu. Gdy mowa o reformie, strony są trzy. Lekarze żądają prywatyzacji i odpłatności za wizyty. Rząd tego nie dopuszcza, choć nie odrzuca hasła reformy. Wreszcie pielęgniarki: nie kryją, że reformy się boją, koncentrują się zaś na żądaniach płacowych i socjalnych.
Ks. Jachimczak oczywiście w szczegóły reformy nie wchodził, prócz cytowanej frazy o Kasach Chorych. Teza, że poparł OZZL, może więc być nadużyciem. Ale na pewno nie poparł obecnej formy protestu, ani też nie wzywał, by zaufać rządowi i czekać.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)