Nie mam żadnych przecieków. Nie jestem teraz w pracy, więc nie będę dzwonił do Janka Dziedziczaka, by męczyć go pytaniami, na które i tak nie może odpowiedzieć. Moja intuicja też nic mi nie mówi. Tylko prosta analiza wydaje się prowadzić do jednej konkluzji: pielęgniarki z KPRM zostaną wyprowadzone zaraz, albo premier może zacząć rozmowy z prezydentem o terminie przedterminowych wyborów.
Rano związki popierające protest przed i w KPRM nie zjawiły się w Centrum Dialogu, co daje rządowi chwilowy atut psychologiczno-propagandowy. Ale tylko na chwilę, bo oto trzy z czterech pielęgniarek okupujących salę nr 7 zaczęły podobno głodówkę. Od rana zaczną mnożyć się żądania, by wpuścić do nich delegacje związkowe i medyczne, krajowe i międzynarodowe, a jakakolwiek interwencja będzie coraz trudniejsza.
Rząd stoi pod murem. Tyle razy powtarzał, że nie ma rozmów, gdy trwa przestępstwo - nie ma się dokąd cofnąć. Musi więc ubrać policjantów w ochraniacze wszystkiego, co da się ochronić - i wyprowadzić cztery panie, dokumentując wszystko z ośmiu kamer - po dwie na każdą z pań. Rząd popełnił już tyle błędów, że nie stać go na kolejny.
O wiele trudniejsza będzie likwidacja pikniku w Al. Ujazdowskich. I pewnie do niej nie dojdzie. Zresztą nadal uważam, że policji należało użyć tydzień temu. I mówiłbym to, ktokolwiek by rządził - choć SLD pewnie już dawno by siły użył.


Komentarze
Pokaż komentarze (276)