Janusz Piechociński siedział na krzesełku i nerwowo przebierał prawą nogą. Tak długo, że się zmęczył, gdy zdołałem dobyć aparatu. Poprosiłem zatem, by specjalnie do zdjęcia wysunął raz jeszcze do przodu prawą nogę. Poseł PSL chętnie to dla mnie zrobił, bo i tak nie miał nic lepszego do roboty.

Kilkanaście metrów dalej, po drugiej stronie wejścia do loży prasowej, nieco mniej nerwowo na swoją szansę czekał Paweł Poncyljusz. Być może jego nieco swobodniejszy nastrój wynikał z faktu, że stała przed nim kamera Polsatu - Piechociński zaś padł właśnie ofiarą tvn24.

Na co czekają posłowie? Na chwilę ciszy w studio, na łaskawą interwencję prezentera. W tvn24 i Polsacie lecą na żywo programy z udziałem kilku gadających głów. Większość głów siedzi w studio i przekrzykuje się ku radości widowni. Ten na sejmowym krzesełku ma prawo milczeć i czekać.
Występ w takiej roli tojak medialne harakiri. Od czasu do czasu polityk chce coś wtrącić, ale albo nikt go w studio nie słyszy, albo nie chce słuchać. Dla porządku zwykle raz zostanie wywołany przez prezentera, by po dwóch zdaniach zostać zakrzyczany resztę. Bywa, że do głosu wcale nie dojdzie. Program z jego udziałem zostaje wszakże odfajkowany. Nigdy nie przestanę się dziwić posłom, którzy na taką egzekucję całkiem dobrowolnie się godzą.
Inne tematy w dziale Polityka