Od dziś można nie mieć przy sobie polisy OC. Policja nie zatrzyma auta: wlepi mandat (250 zł) i pozwoli jechać dalej. Kibicowałem tej zmianie: uważałem i uważam, że dotychczasowa kara była niewspółmierna do winy. Czasem można wszak o czymś zapomnieć - byle nie za często.
Sam ze dwa razy w życiu złapałem się na tym, że oto jadę dumnie bryką bez żadnych dokumentów. Nic się nie zdarzyło, a gdyby się zdarzyło, czułbym się skrzywdzony. Ale dziś oglądam sobie drugą stronę medalu: jakżebym był wściekły, gdyby pani z seicento nie miała wtedy przy sobie OC.
Oto przyczynek do teorii Kalego. Oto dowód, że każdy z nas ma skłonności do jej stosowania. Czy zaś nowelizacja kodeksu drogowego mogła nie nieść ze sobą tego dylematu? Jasne, że mogła: wystarczyłoby nakazać, by ubezpieczyciel wraz z OC dostarczał nalepkę na szybę z numerem polisy.
Sejmowi polecam też inną sytuację, w której niewspółmierność kary do winy jest drastyczna. Rzecz nadaje się też dla Rzecznika Praw Obywatelskich. Znów myślę o "zapomnieniu": nie masz przy sobie biletu miesięcznego? Gdy złapie Cię kanar, musisz potem okazać go w biurze przewoźnika miejskiego, by zamiast kary zapłacić "tylko" opłatę manipulacyjną. Praktyką wszystkich samorządów jest, że takie "okazanie" możliwe jest tylko w jednym okienku w mieście. Tego trzeba samorządom stanowczo zakazać.
PS. Dziś także: Viareggio płonęło, Polska spała.
Inne tematy w dziale Polityka