Jeśli jesteś politykiem i składasz propozycję wyjścia z sytuacji bez wyjścia, pamiętaj: może to być dowolna bzdura, byle brzmiała wiarygodnie. Zbigniew Religa jest sprytniejszy: ogłosił zarys projektu, który nie jest bzdurą: co najwyżej jest dosyć kontrowersyjny. Na pozór wszakże niczego nie zmienia...
'Jeśli wydatki na zdrowie mają sięgnąć 6% PKB, składkę zdrowotną trzeba podnosić co roku o pół punktu aż do poziomu 13% dochodu - powiada minister zdrowia. Zastrzega, że składka byłaby odpisywana od podatku (dziś nie w całości!).
Obywatel zatem nie straci, budżet nie zyska, tyle, że więcej Twoich pieniędzy będzie się nazywało składką, a mniej - podatkiem. A opieka zdrowotna stanie na nogi. Tak to wydaje się wyglądać, prawda? Ale tak to wcale nie wygląda!
Przecież PIT nie jest tylko dochodem budżetu państwa. Circa połowa to dochód samorządów! W wyniku zmian suma składek wzrosłaby o jakieś 20 mld zł w dzisiejszych pieniądzach. O tyle samo spadłby łączny PIT. O 10 mld zł spadłyby dochody państwa, które jednak miałoby zdrowie z głowy. Kolejne 10 mld zł byłoby stratą samorządów. Ale - who cares?


Komentarze
Pokaż komentarze (22)