Wybory 2007 wydają się rozstrzygnięte - przynajmniej na szczycie. Nie przesądzam ani o liczbie mandatów, ani o możliwych koalicjach, ale indywidualne zwycięstwo PiSu nad Platformą wydaje się pewne. To efekt konferencji, czy raczej ingerencji CBA.
Nie mam na myśli wątku korupcyjnego, choć może on mieć swoje znaczenie. Mniejsze jednak niż wątek szpitalny. Z tego PO raczej się już wyplątać nie zdoła: naród dostał wyraźny sygnał, że Platforma jednak planowała prywatyzację szpitali. Nieważne nawet, czy "przekręciarską" - ważne, że prywatyzację. Jakkolwiek by Tusk zaprzeczał.
W tej mierze bowiem ogromna większośc Polaków nie zmieniła przekonań od czasów PRLu: nadzieje pokładają wyłącznie w państwowej służbie zdrowia. Nawet publiczną uważają za podejrzaną - ma być państwowa, centralnie zarządzana i basta, bo tylko to zagwarantuje jej powszechność i dostępność. A efektywność? Diabli.
Nie umiałem uwierzyć w ostatnie sondaże dające PO nawet ponad 10 pkt przewagi. Może miała kilka, może był remis. Wagę wątku szpitalnego oceniam na 4 do 8 pkt na korzyść PiSu i szkodę PO, bo to sprawa między tą dwójką. Zatem zwycięstwo PiS ma w garści, bo PO nie może mieć już w zanadrzu żadnej bomby. PiS - owszem.




Komentarze
Pokaż komentarze (59)