Zjeździłem Polskę niemal całą, już za młodu. Ale jakoś nigdy w ten zaułek nie dotarłem. Zawsze mi się spieszyło, gdy już zdarzało mi się jechać szosą Wrocław-Kudowa. Na postój, i to dosyć długi, namówiła nas K. Ja na pewno nie żałuję. Dzieci, hm, jak to dzieci. Zdjęć narobiły, filmów sporo nakręciły, ale żeby któreś pochwaliło...
Na Szczelińcu (wyżej) - tłoczno. Błędne Skały (niżej) mają tę zaletę, że dojazd jest limitowany, a na podejście decyduje się
niewielu. Podjazd zaś jest prawdziwą radochą, jeśli masz samochód z silnikiem, i jeśli nie musisz się wlec w kolumnie. Moja K. mówi, że narobiłem wiochy, gdy na dole, czekając w kolejce na wjazd kilkukilometrową, krętą i wąską szosą, zacząłem negocjować z pierwszym w kolejce Duńczykiem, by nas przepuścił. Nie wyglądął na zdziwionego, widocznie wiele już w Polsce widział. Po pierwszym zakręcie straciłem go z oczu i w lusterku wstecznym było pusto. Że też nie ma filmu z tego uroczego odcinka specjalnego...




Komentarze
Pokaż komentarze (11)