Gór mają dużo więcej, skałek też, piwo jakoby lepsze, i Pendolino. Ale nigdy jakoś nie przepadałem za ich górami. Ich, w Czechosłowacji - odkąd na wys. ponad 2 tys., chyba w Batyżowieckiej Dolinie, szedłem asfaltową ścieżką. To był 1972 rok... A może 1974?
Skalní Město jest urocze, dużo bardziej skomercjalizowane niż polskie skałki, ale byłem nieco zaskoczony widząc, że zamiast asfaltu tu i ówdzie trafia się jednak całkiem swojska, zwyczajna, czasem pęknięta i krzywo przycięta - czeska deska.




Komentarze
Pokaż komentarze