Siedzę i kicham. Kicham i drżę. Dziewięć godzin pod Pałacem Prezydenckim w tej aurze nie należy do przyjemności zwłaszcza, gdy newsa jak na lekarstwo. Mżyło, czasem z domieszką śniegu, a wiatr obniżał tak zwaną temperaturę odczuwalną o jakieś pięć stopni. A także cokolwiek utrudniał użycie parasoli.
Właśnie, parasole. Około południa rozpadało się nie na żarty i uznałem, że na kolejnego lajfa schowam się pod parasolem. Jeden lub dwa te pożyteczne urządzenia, z firmowymi emblematami, są zwykle w wyposażeniu wozów transmisyjnych.
Wydobyliśmy tedy piękny, niebieski parasol. Otworzyłem go, dumnie uniosłem nad głową - i nagle dmuchnęło, a wszyscy przechodnie jęli śmiać się do rozpuku. Moja ekipa takoż. Gdy można się pośmiać, deszcz to pestka.




Komentarze
Pokaż komentarze (19)