Po Wszystkich Świętych odpuściłem. Wiadomo - długi weekend, a sklepy i tak bywały tego dnia w większości zamknięte, także przed wejściem w życie zakazu świątecznego handlu. Dziś natomiast, nazajutrz po zwykłym co do długości weekendzie - w którym jednak zamiast niedzieli było Święto Narodowe - wszystko widać, jak na dłoni.
Tesco, godz. 20.30. Na parkingu zero miejsca. Zero wózków. Zero koszyków. Rzeka ludzi płynie do wejścia. Półgodzinne kolejki do każdej z kas. Głodny naród klnie.
Wnioski? Nie będzie. Świąteczny zakaz handlu mi przeszkadza, ale nie umiem odeprzeć myśli, że wielu innym może bardziej przeszkadzał świąteczny handel, i to nie z przyczyn dogmatycznych. Naród zaś się przystosuje - we Francji czy Hiszpanii nie widywałem po weekendzie takich szaleństw. Dzisiejsze tłumy dowodzą tylko, do czego Polacy - może nie wszyscy, może głównie ci z wielkich miast - zdążyli się już przez lata przyzwyczaić.




Komentarze
Pokaż komentarze (28)