Krzysztof Leski Krzysztof Leski
119
BLOG

Ludzie, ambicja, strach i zawiść

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 180

Zaiste, spustoszyło niektórym mózgi. Rośnie nam frakcja ludzi wierzących, że jedynym motywem postępowania człowieka jest strach. Choćby pod poprzednim moim wpisem - ileż zarzutów, że nie oceniam książki o Wałęsie, bo się czegoś boję. Próżno wyjaśniać, że nie ocenię póki nie przeczytam, a nie mam na razie ani książki, ani czasu na lekturę.

To także strach, strach przed bezpieką, przed ujawnieniem papierów, wyjaśniać ma jakoby wszelkie czyny Wałęsy, jego postawę np. wobec pani Ani Walentynowicz czy Andrzeja Gwiazdy. Trudno o większą bzdurę. Pozwolę sobie przypomnieć, jak to przed laty wyglądało. Obok sporu, czy Wałęsa był Bolkiem, warto rozważyć, kto mógł, a kto chciał być Wałęsą.

Intelektualnym trzonem kilkuosobowego Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża byli Bogdan Borusewicz i Andrzej Gwiazda i to ich trzeba uznać za głównych animatorów strajku w Sierpniu 1980. Ale lata komunistycznej propagandy zrobiły swoje: liderem strajku musiał zostać robotnik, a nie inteligent. Wybór był więc między panią Anią i Wałęsą. Ale Polska była, i w dużej mierze wciąż jest, krajem patriarchatu - to musiał być facet. Oto dwa czynniki, które wypromowały Wałęsę.

Czy był tu wybór dziejowo sprawiedliwy? 14 sierpnia pewnie nikt o tym nie myślał. Ale gdy parę dni później Wałęsa został gwiazdą światowego formatu, w niektórych sercach musiała odezwać się zwykła ludzka zazdrość. Jakże zrozumiała zwłaszcza w przypadku pani Ani - to wszak o nią wybuchł strajk; to ona, wraz z Aliną Pieńkowską, w imię obrony innych strajkujących zakładów, zatrzymała stoczniowców wychodzących po porozumieniu 16 sierpnia, gdy Wałęsa popijał koniak z dyrektorem Stoczni.

Wałęsa popełnił błąd. Szybko go naprawił i nie trzeba go było przekonywać: gdy tylko dowiedział się, co się dzieje, gdy dotarło do niego, że uzyskane dla stoczniowców gwarancje bezpieczeństwa nie obejmują innych załóg - od razu włączył się w ratowanie strajku. A jednak poczuł się zagrożony i 16 sierpnia rychło stał się tematem tabu w solidarnościowej historiografii, gdyż Wałęsie zdawało się, że ta rysa zniszczy doskonałość jego wizerunku. Doskonałość, o którą walczył zawsze, na miarę czasów.

Ze zgodnych relacji członków WZZ Wybrzeża wynika, że Wałęsa skromnie uczestniczył w planowaniu jego działalności. Owszem, przychodził na zebrania, ale notorycznie się obrażał i wychodził. To nie były warunki tworzenia wizerunku geniusza. Wszyscy członkowie WZZ z powodzeniem pisywali artykuły do Robotnika Wybrzeża: wszyscy inteligenci i pani Ania. Wałęsa - nie, bo nie umiał, nie chciał, bądź jedno i drugie. A bibuła była wszak ważnym, jeśli nie najważniejszym przejawem WZZ.

Nic dziwnego, że po triumfie strajku już we wrześniu 1980 zaczęły się tarcia. Wkrótce przerodziły się w regularną wojnę - pani Ani z Wałęsą o kształt Pomnika Poległych Stoczniowców, Andrzeja Gwiazdy z Wałęsą - o styl kierowania związkiem. Autorytaryzm Wałęsy wydawał się, chyba słusznie, głównym problemem, choć nikt nie jest bez winy - zwłaszcza w sprawie Krzyży: można wszak było cisnąć spory w kąt, by tylko powstał pierwszy w komunistycznym świecie pomnik ofiar komunistycznej zbrodni.

Motywacje Gwiazdy były zrazu chyba bardziej instytucjonalne niż ambicjonalne. Na kolejnych zebraniach KKP i gdańskiego MKZ walczył o udział zdrowego rozsądku w polityce związku. To on był wówczas "umiarkowanym", a Wałęsa - "radykałem". Gwiazda ponosił kolejne dotkliwe klęski, jego frakcja topniała w oczach, bo Wałęsa każdą próbę polemiki traktował jako zamach na siebie - czyli na Solidarność - i adekwatnie postępował z przeciwnikami. Gwiazda ewidentnie cierpiał widząc, że nie słucha go niemal nikt w kraju, a świat ma tylko jednego idola bez względu na fakty. Śmiem twierdzić, że wiosną 1981 w psychice Andrzeja stało się coś nieodwracalnego, co pchnęło go na ścieżkę prywatnej wojny z Wałęsą, a jego żona lojalnie podążyła za nim.

W Gdańsku spędzałem wtedy pół życia i przegadałem wiele nocy. Przeróżne rzeczy mówiło się o Wałęsie. Ale wątek donosicielski, wątek "Bolka", był praktycznie nieobecny. Także pani Ania, także Gwiazdowie zaczęli go używać znacznie później. Między innymi dlatego z wielkim dystansem traktuję dzisiejsze deklaracje, jakoby "wszyscy wiedzieli". Dlatego też śmieszy mnie pewność tych, którzy wiedzę czerpią wyłącznie z papierów i są przekonani, że to zawartość esbeckich archiwów była motorem wszelkich działań.

Jak już tu pisałem (link ku rozkoszy Bernarda czy jak mu tam) - być może Wałęsa kiedyś donosił. Na pewno o wielu rzeczach nie umie mówić szczerze. Ale zaiste inne są źródła jego wojny z częścią tych, którzy dziś widzą w nim jedynie agenta.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (180)

Inne tematy w dziale Polityka