Krzysztof Leski Krzysztof Leski
126
BLOG

Pruszków i Wołomin

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 175
Cokolwiek napiszę, komentarze żyć będą swoim życiem, w większości bez związku z postem. Próżno więc przekonywać, że nie dezawuuję książki duetu G&C, przez którą dopiero zacząłem się przebijać i za wcześnie jeszcze na opinie.

Bawi mnie głęboka wiara i uniżony szacunek przeciwników Lecha Wałęsy dla peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa. Klapki na oczach miewają też najzagorzalsi obrońcy LW. Pierwszych nazwę dla uproszczenia frakcją pruszkowską, drugich - wołomińską. Wpisy jednych i drugich sypały się gęsto pod moim poprzednim postem w Salonie24. To dla Was dziś słów parę o SB.

1. Pruszków twierdzi, że SB niczego nie fałszowała, bo nie oszukiwałaby sama siebie. Ale SB to nie był monolit, lecz ludzie, zwykle żądni kariery. Rozliczani byli między innymi z liczby TW. Oczywista była więc pokusa tworzenia tychże - rejestracji kogoś, kto się wciąż wahał, kto wręcz się nie zgodził, albo nawet martwej duszy. W razie kontroli, wprawdzie rzadkich, groziła wpadka - ale to nie likwidowało zjawiska, tak jak istnienie kodeksu karnego i sądów nie likwiduje przestępczości. Wirtualnych TW nie było wielu, ale się zdarzało.

2. TW dostawali od czasu do czasu kasę, prezenty, zwroty kosztów. Jeden sfałszowany podpis na pokwitowaniu - i kasa trafiała do kieszeni esbeka. Ich zarobki wcale nie były zaś takie znów wysokie, uprzywilejowanie polegało raczej na dostępie do towarów nieosiągalnych dla zwykłego śmiertelnika. Oto więc dodatkowy powód, dla którego w aktach pojawiać się mogły fałszywki.

3. Zdaniem Pruszkowa w początkach lat 70. LW był mało ważny, więc nie byłby przedmiotem fałszerstw. Punkty 1 i 2 obalają tę tezę, ale jest jeszcze inny ważny argument. Celem fałszywek bywało złamanie kogoś innego przez przekonanie go, że wszyscy dookoła sypią - vide już choćby śledztwo w sprawie "Ruchu" w 1970.

4. Pruszków zapomina także, że dokumenty z datą z początków lat 70. mogły być wytworzone później, w latach 80., a nawet za czasów III lub IV RP. Trudno zaś twierdzić, że wtedy LW nie był kimś, kogo SB chętnie by skompromitowała.

5. Wołomin także chętnie zapomina o punkcie 4. Niedawno przez media przebiegł dokument bodajże z 1974 i mający świadczyć, że LW współpracować nie chciał, bo za cel postawił sobie usunięcie ze związków czerwonych pająków. Ta fraza daje mi do myślenia: śmiem twierdzić, że we wczesnych latach 70. nie była popularna i wątpię, by użył jej czy to młody robotnik LW, czy to szeregowy esbek sporządzający notatkę. Czerwone pająki wróciły do codziennego języka dopiero po Sierpniu '80. Zatem mam spory dystans do owego kwitu, choć go z góry nie odrzucam, tak jak i tych obciążających LW.

6. Wołomin dowodzi, że gdyby SB miała kwity na LW, wykorzystałaby je propagandowo, by go skompromitować w 1980 lub 1981. Nic bardziej mylnego: to nie SB decydowała o propagandzie, lecz politbiuro KC PZPR. Ktoś tam mógł zdawać sobie sprawę, że taka akcja przeciwko LW okaże się przeciwskuteczna - prawie nikt w kwity nie uwierzy, a nienawiść do władzy wzrośnie.

7. Pruszków uważa, że gdyby to nie LW był "Bolkiem", musiałyby istnieć donosy "Bolka" na LW, a ich nie ma. Otóż jest mnóstwo przyczyn, dla których takie donosy mogłyby nie istnieć - choćby taka, że LW, sam będąc przynajmniej kandydatem na TW, nie był kimś, kogo obserację zlecano innym TW. Choć oczywiście nie jest to wykluczone.

8. Pruszków twierdzi, że SB jako podpora systemu działała perfekcyjnie i nie było w niej miejsca ani na fałszywki, ani nawet na pomyłki. Tę teorię głoszą najczęściej ci, którzy z racji wieku znają SB wyłącznie z jej akt. Cóż, powiem tylko, że bywali w SB spryciarze i fajtłapy, zmyślni i głupcy, ideowcy i karierowicze. Działała więc SB tak, jak działała - miała sukcesy, miała porażki, a kilka tysięcy podziemnych pism ukazujących się w Polsce w latach 80. chyba o czymś mówi. Jeszcze o tym skrobnę.

Co z tego wynika? Wciąż to samo. Kwity SB są dla historyka wręcz bezcenne w tym sensie, w jakim bezcenne jest każde źródło: wszak mogłoby nie istnieć. Tak jak każde inne źródło, wymagają krytycznej dyskusji z uzwzględnieniem okoliczności, w jakich powstawały i interesu tych, którzy je tworzyli. Nie są ani Biblią, ani jedną wielką fałszywką - są... źródłem historycznym.

PS. Zdążyłem obejrzeć połowę "Trzech kumpli" - w sumie cały poniedziałkowy odcinek - po czym Jutjuba wszystko zdjęła na żądanie TVN, co zresztą było do przewidzenia. Z pełnym poszanowaniem praw autorskich pytam, czy ktoś ma pomysł, jak mnie pocieszyć - gwarantuję dyskrecję ;)


Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (175)

Inne tematy w dziale Polityka