Może w weekend skończę przebijać się przez książkę o Lechu Wałęsie i coś o niej skrobnę. Teraz jeszcze jeden, chyba ostatni, drobny i tym razem jednostkowy przyczynek do teorii o potędze i sprawności Służby Bezpieczeństwa PRL.
Z mojej teczki wynika, że Biuro "C" MSW zarejestrowało mnie wiosną 1981 jako kontakt operacyjny figuranta J. Kuronia. Odtąd byłem rozpracowywany przez Wydział IX Departamentu III MSW pod kątem ewentualnego wykorzystania operacyjnego. Z akt wynika, że niezbyt intensywnie, ale grzebali, rozpytywali na uczelni, sprawdzali moją Matkę itd. Rutyna.
Nagle - klapa. 13 grudnia 1981 Wydział IX stracił mnie z oczu. W aktach zachowało się odręczne pismo porucznika MSW z maja 1982, w którym ów (nazwisko IPN oczywiście zaczernił) pisze: Po upływie kilku tygodni stanu wojennego zdołałem ustalić miejsce pobytu K. Leskiego.
Zaiste nieźle się schowałem. Mianowicie o godzinie zero, o północy z 12 na 13 grudnia, zostałem zgarnięty przez ZOMO i odtąd siedziałem sobie w więzieniu w Białołęce, oddalony o niemal 20 km od siedziby MSW.
Pan porucznik skonstatował w owym pisemku, że zostałem internowany przez Wydział V Komendu Stołecznej MO, po czym doszło do prawdziwego skandalu: Wydział V nie sprawdził K.Leskiego w Biurze "C" i podjął z nim dialog operacyjny poza naszą wiedzą. Marnując dorobek wielomiesięcznej pracy WYdziału IX MSW, Wydział V KS MO próbował mnie zwerbować po swojemu, podczas gdy Wydział IX szukał mnie bezskutecznie diabli wiedzą gdzie.
Ale w końcu mnie znaleźli, więc czego ja się właściwie czepiam...


Komentarze
Pokaż komentarze (60)