Minister spraw zagranicznych RP zaprezentował umiarkowany optymizm. Pytany przez dziennikarzy o niedawną wizytę pani minister z Kancelarii Prezydenta RP w Waszyngtonie, Radek Sikorski raczył wyrazić nadzieję, iż Anna Fotyga nie pogorszyła sytuacji negocjacyjnej Polski wobec USA w sprawie tarczy rakietowej.
Wyprawa Fotygi wbrew prośbom MSZ była błędem. Jej cel był jasny: prezydent chciał zaakcentować swoje istnienie. Wypowiedź Sikorskiego to taki sam błąd: minister chciał zaakcentować swą wyższość. Wbrew zasadzie, iż w takiej sytuacji należy partnera wysondować dyplomatycznie, na zewnątrz zaś siedzieć cicho. Sikorski wolał zrobić hałas kosztem reputacji dyplomacji RP (nie piszcie, proszę, że nic już jej nie zaszkodzi - jeszcze może).
Pięknie się to wpisuje w tezy analizy sceny politycznej RP, która świeżo pojawiła się w necie. Jest tak dobra, że chciałbym ją skomentować. Poradźcie mi jednak, czy powinienem to zrobić, skoro nie będę w stanie ukryć zazdrości, że nie ja to napisałem? A może ktoś zgadnie, o jakim tekście myślę? Tu wszakże prośba do entefuhrera, który mi link do tekstu podrzucił - proszę pod tym postem zrobić to, czego Radek nie zrobił wobec minister Fotygi... ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (55)