Wciąż bez pracy, choć wciąż z niby niezłymi widokami. Wciąż nic mi się nie chce. Ale przerwę milczenie, by odnieść się do hałasu, jaki wybuchł w necie po wywiadachDziennika z blogerami i naczelnym Wprost, i zwłaszcza po nagłośnionym przez Onet podsumowaniu Azraela.
Chyba nie muszę tego dowodzić, ale napiszę: mnie blogosfera na pewno nie uwiera. Jako dziennikarz chyba wciąż jeszcze mainstreamowy nie czuję ani wyższości, ani zazdrości, ani kompleksów. I to właściwie tyle w odpowiedzi na IMHO niedopuszczalne uogólnienia Azraela - zwłaszcza to tytułowe, bo jak się okazuje, Onet skopiował tytuł samego autora.
Owszem, są takie elementy blogosfery, które mnie bądź złoszczą, bądź śmieszą. Na przykład częste - by nie rzec: dominujące - przekonanie, że media kłamią i spiskują, a dziennikarze to świnie lub idioci. Zwłaszcza, gdy ktoś prezentujący takie poglądy sam podejmuje się w końcu zadania już czysto dziennikarskiego, a nie blogerskiego, i natychmiast łamie wszystkie podstawowe reguły gry, których łamanie tak krytykował.
Ale to już zupełnie inna historia. Z blogosferą jest mi dobrze i znam wielu dziennikarzy, którzy czują to samo. Tyle.


Komentarze
Pokaż komentarze (101)