Tak oto połowicznie dałem się nabrać. Wystarczyło, że na chwilę straciłem pewność, czy aby Rybitzky żartował. Per saldo - tak jest lepiej :)
Radzili mi niektórzy, bym ów post skasował. Dlaczego? Nie wstydzę się tego, co napisałem. Trochę wstyd, że dałem się podpuścić, ale to już się stało i skasowanie postu tego nie zmieni. Niechże więc pozostanie jako świadectwo chwili. Oraz tego, że się starzeję i widocznie powoli tracę poczucie humoru. Strach pomyśleć, że zdechnąć przyjdzie na poważnie.
Wciąż sądzę że dowcip Rybitzky'ego nie był przedni (stać go na więcej) - zwłaszcza, że nie był oparty na nowej tezie, lecz na bredni, która się po polskim necie od ładnych paru lat. Zresztą, to nieistotne. Najgorsze, że zaroiło się pod mym poprzednim postem od komentarzy. Wiele jest, jak to zwykle, żenujących, ale są dość liczne, na które wypadałoby odpisać. Ja zaś jestem właśnie w formie, którą nazywam zejściową, bo praca jakoś męczy mnie znacznie bardziej niż to drzewiej bywało...
W dobry humor wprawiły mnie za to panele w metrze. Wracałem do domu zaledwie godzinę po zakończeniu heroicznego boju polskich piłkarzy z San Marino, a CityInfo znało już wynik i nawet nazwiska strzelców bramek. Bezprzewodowo aktualizują, to ci technika!


Komentarze
Pokaż komentarze (29)