Wbrew waszym podejrzeniom większość polskich mediów bardzo stara się o obiektywizm, przynajmniej w sferze informacji. Próbują to osiągnąć metodą najprostszą: dać się wypowiedzieć każdemu. Najlepiej po jednym z każdej partii. Nieważne, czy wie, o czym mówi, nieważne, że powstaje surowy groch z kapustą. Grunt, że politycy mogą pobełkotać.
Gdy wczoraj rano wydawcy zorientowali się, że wieczorem przylatuje szef MSZ Rosji, popadli w panikę. Temat trzeba „obrobić”, ale jak? Wczoraj nic, prócz lądowania samolotu, wydarzyć się nie miało. O tym, że w rozmowach nastąpi przełom w sprawie tarczy czy Gruzji, marzyć trudno. Powysyłano więc reporterów, by podtykali mikrofony, komu popadnie.
Dorwali Grzegorza Napieralskiego. Szef SLD ma kilka zalet: nie ma zahamowań, ma za to kiepską pamięć. Zapomniał już, że wraz z równie młodym Wojciechem Olejniczakiem wywołali już kilka incydentów dyplomatycznych – najsmaczniejszy, o tybetańskich pamiątkach z Chin, kiedyś opisałem. Incydenty były drobne, bo SLD szczęśliwie nie był już znaczącą siłą na polskiej scenie politycznej. Ale nauczyły zagranicznych dyplomatów, że chcąc poznać stanowisko SLD trzeba zwrócić się do dinozaurów, najlepiej do Tadeusza Iwińskiego - bo on prędzej czy później wytłumaczy młodym wilkom, co mają mówić. Zawsze jednak po gafie, bo nie zwykli oni konsultować się z nim profilaktycznie.
Napieralski do kamer i mikrofonów wyraził zdziwienie, że Siergiej Ławrow spotka się z polskim szefem MSZ, z premierem, ale nie z prezydentem. Nagrane, wyemitowane. Aż mnie kusiło, by we wczorajszej wieczornej audycji przypomnieć podstawowe zasady dyplomacji: 1. żadna głowa państwa nigdy nie spotyka się z wizytującym ministrem, może go tylko przyjąć (tak, to audiencja, to zaszczyt); 2. niemal nigdy tego nie czyni w przypadku wizyty roboczej, a taką składa nam Ławrow; 3. ewentualna audiencja ma oznaczać, że stosunki z krajem gościa są bardzo dobre oraz szczególnie ważne dla kraju gospodarza.
Z powodu meczu zabrakło mi czasu. Niczego bym oczywiście nie zmienił: zdziwienie Napieralskiego, już jako swoje, dziennikarze zanieśli dziś rano do Kancelarii Prezydenta. Piotr Kownacki udzielił im krótkiej korepetycji. Nagrane, wyemitowane. Dziennikarze już tak mają, że takie lekcje stale pobierają za friko. Ale Napieralski moim zdaniem wisi Kownackiemu, albo Kancelarii jako całości, przynajmniej Krzynkę piwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)