Znacie mój stosunek do sondaży: odruch wymiotny. Napisałem o tym tuzin postów. Gdy w nocy pojawił się sondaż GfK, kompletnie sprzeczny z sondażem PBS z wtorku, uśmiechnąłem się w duchu, wirtualnie machnąłem ręką i zająłem się czymś innym. Dziś wszakże na czołówce S24 ujrzałem, że Wojciech Wybranowski strofuje Tomasza Lisa za tezę, iż Platforma szybuje w sondażach:
Zaledwie, bowiem kilkadziesiąt minut wcześniej przed jego internetową publikacją, media- w tym również portale internetowe cokolwiek niechętnie poinformowały o...radykalnym spadku poparcia dla Platformy Obywatelskiej.
Gwoli ścisłości wpis Lisa pojawił się dziś tuż po południu. Przywołany sondaż został opublikowany przez PAP ok. drugiej w nocy. Równo dobę po zupełnie odwrotnym sondażu PBS. Dziś po południu Lis może już więc tylko udawać, że nie zna sondażu GfK, a Wybranowski - że nie słyszał o badaniu PBS.
Wspomniałem, że publikację obu sondaży dzieli doba. Wykonane jednak zostały równocześnie, w miniony weekend. Obie firmy porównały je z własnymi wynikami analogicznych sondaży z I połowy września. PBS zapewnia, że poparcie dla PO wzrosło z 48 do 58% (o 10 punktów), a dla PiS spadło z 30 do 24% (6 pkt). Wg GgK PO spadła z 47 do 40% (7 pkt), a PiS wzrósł z 18 do 22% (4 pkt). Wyobraźcie sobie to wszystko na jednym wykresie!!
Różnice między wynikami obu firm są duże, ale od biedy można je pewnie wyjaśnić: różne metodologie badań, inny sposób traktowania niezdecydowanych itp. Ale różnice trendów - 15 punktów dla Platformy, 10 dla PiSu - są całkowicie kompromitujące. To oznacza, że polskie badania społeczne nie zawierają ani jednej wiarygodnej informacji - nie tylko o skali poparcia, ale nawet o kierunku zmian.
Tomek Lis i Wojciech Wybranowski widocznie tego nie rozumieją, skoro zgodnie szybują w tej samej wirtualnej przestrzeni i biorą ją za rzeczywistość. Też chciałbym umieć latać, ale w wolnym czasie. Nie w sferze, która stanowi mój zawód.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)