Zaparłem się, że obejrzę tę debatę. Padam na pysk, w efekcie rozumiem jakieś 3/4, ale gdy przełączyłem na relację TVN24 z polskim tłumaczeniem - rozumiałem jeszcze mniej. Nic to. Wytrzymam, przecież nie odpuszczę w połowie. Na razie powiem tyle, że obaj mnie rozczarowują.
Żaden nie jest osobowością. Obama mówi głośniej, mocniej akcentuje, wydaje się zatem pewniejszy siebie niż McCain. Jest też nieco większym demagogiem od McCaina. Ten zaś - widać jak na dłoni - chciałby być gdziekolwiek, byle nie tam, gdzie właśnie jest. Przegra tę debatę.
Rozczulił mnie jeden fragment. McCain grzmiał, że podwyżki podatków to śmierć amerykańskiej gospodarki, a nawiązując do słów Obamy, iż więcej zapłacą tylko bogaci - zapytał, jaka jest Obamy definicja bogatego.
- 95% z was, Amerykanie, zapłaci mniej - zapewnił Obama. - Nikt, kto ma dochody do 250 tys. dolarów, czyli 3 mln rodznie, nie zapłaci ani o dime'a wyższego podatku.
Jaka jest definicja bogatego wg PO, PiS, SLD, PSL, ...? Jakie dochody są w Polsce opodatkowane stawką 40%? Coś około 300 tys. dolarów rocznie?
PS. 3.40 - McCain płynie, wysiada kondycyjnie i nerwowo. Językowo idzie w ślady ostatniego wywiadu Sarah Palin. Dowodząc, jak często sprzeciwiał się G.W.Bushowi, podkreślił, że już w 2003 żądał zmiany strategii w Iraku: This strategy requires a fundamental change of strategy.
3.50 - Obama nie umiał dobić przeciwnika i to się zemściło. Obamie nagle przestały udawać się pointy, bo jął się jąkać tuż przed decydującym słowem. A gdy mówił: We have to kill Bin Laden - jego głos jakby zdradzał kompletny brak wiary, że to się uda. McCain jakby troszkę odżył, a na tle słabnącego rywala zaczął nagle wypadać dużo lepiej. Kto wie...
4.00 - ileż o człowieku mówi to, jak milczy! Gdy jeden wylicza ewidentne błędy drugiego, ten drugi zwykle jest pokazany w okienku (czy u nas tak było?). Obaj zachowują się wtedy jak uczniacy przed panią dyrektor: spuszczone oczy i pogardliwy uśmiech, zamiast spokojnej obserwacji przeciwnika. Jeśli to ostatnie czasem się udaje, to raczej McCainowi.
4.10 - wszystko wróciło do normy czyli nuda. Jakże rzadko obaj uciekają się do poczucia humoru! Jak rzadko się uśmiechają! To dziwi zwłaszcza u Obamy, który z uśmiechem na twarzy zyskuje ogromnie. McCain i tak wygląda dobrodusznie, choć czy to aby zaleta...?
4.20 - Wow! Obama wymienił z pamięci 5 państw byłego bloku sowieckiego! Najpierw Łotwę, potem Polskę. Poważnie - pytanie o relacje z Rosją obaj sprowadzili praktycznie do wątku Gruzji. Obama mówił dość sensownie, ale robił wrażenie, jakby klepał wyuczoną lekcję. McCain - mówiąc, że dzięki swym petrodolarom Rosja zbudowała one-man apparatschik state - wyglądał, jakby wiedział, co mówi. Wypadł nieźle - ten fragment mógł powiedzieć tylko ze cztery razy lepiej, gdy inne - dziesięć razy lepiej. Obama poczuł się zaraz w obowiązku dodać, że właściwie to zgadza się też z tym, co mówił McCain.
To z kolei Obama robi bardzo sprytnie: regularnie komplementuje przeciwnika. Senator McCain is absolutely right, powiada. John, I fully agree with you. Po czym rozwija wątek i wbija McCainowi szczegółową szpilę. Aczkolwiek jakby bezemocjonalnie.
4.35 - Ooo, przegapiłem koniec! Współczuję amerykańskim widzom. Emocji zgrubsza tyle, co w duńskim filmie obyczajowym z lat 70. ubiegłego stulecia.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)