Zawsze wolę pokpiwać niż się oburzać. Polski premier wygłosił dziś kilka myśli, które budzą we mnie zdziwiony i leciutko pogardliwy uśmieszek. Mniej więcej taki, jak na tym okropnym zdjęciu po prawej stronie.
Otóż po pierwsze oznajmił Donald Tusk, że za "won, gnoju" - uwaga, uwaga! -zwróci Januszowi Palikotowi uwagę. Poseł pewnie aż się skulił. Zapytany, czy toleruje wyskoki Palikota, jak wczorajsza - oznajmił: Ja tego nie toleruję.
Zdawało mi się, że Tusk jest szefem PO i może zainicjować ukaranie Palikota tak, jak ten na to zasłużył. Ale oto rzekł premier: "Nie jestem człowiekiem, który za wypowiadane słowa ma zamiar komuś głowę obcinać". Widocznie statut PO innych kar nie przewiduje, więc Tusk nic zrobić nie może.
PO zrobi z Palikotem co chce, ale niechże ma świadomość, że skoro nie chce posła ukarać, tym samym sugeruje, iż w gruncie rzeczy Palikot powiedział prawdę, lub przynajmniej jej część. I zapewne o to chodzi.
Premier oświadczył też, że chciałby spotkać się z Dalaj Lamą i ufa, że 6 grudnia w Gdańsku nadarzy się po temu okazja. Chciałby? Okazja? To Polska organizuje obchodzy wałęsowskie. Nicolas Sarkozy od miesiąca wie, że się z liderem Tybetu spotka. A Tusk, będąc u siebie, na tydzień przed faktem ma nadzieję??


Komentarze
Pokaż komentarze (82)