Do PAPa też. Rzecznik IPN, relacjonując dziennikarzowi PAP wątki przesłuchania powstałego z grobu esbeka, powiedział, że ów zaprzecza, jakoby SB zarejestrowała Lecha Wałęsę jako TW - ale potwierdza, że osobiście wypłacił mu 1500 zł.
Nie słyszałem dotąd o charytatywnej roli Służby Bezpieczeństwa w PeeReLu. Nie jestem chyba wyjątkiem pytając natychmiast: za co zatem Wałęsa dostać miał kasę? Czy pytanie to padło na przesłuchaniu? Czy dziennikarz zadał je Arseniukowi?
Domysłów snuć nie będę. Wezmę teraz za to w obronę IPN-owskich autorów książki o Wałęsie, którym część mediów zarzuciła już manipulację przez pominięcie faktu, iż wspomniany esbek żyje i może zeznawać.
Jak się wydaje, nikt nie kwestionuje tego, że autorzy o jego domniemanej śmierci dowiedzieli się z akt sprawy w Sądzie Lustracyjnym z 2000 r. Oczywiście historyk ma sprawdzać wszystkie źródła - ale powiem szczerze: nie wpadłbym na pomysł, że mam sprawdzac taką informację z akt sądu RP. Autorzy mieli pecha, ale ich winy nie widzę. W tej sprawie - bo przyznaję, że za książką nie przepadam, ale to temat na zupełnie osobny wątek.
PS. 2.20 - "Wyborcza" podaje nieco szczegółów zeznań esbeka: "Miało odbyć się spotkanie pracowników z różnych zakładów z Edwardem Gierkiem. Miało to być w Warszawie. W zakładach byli wybierani przedstawiciele załóg na to spotkanie. Pan Wałęsa został wybrany (...) [Edward Graczyk] twierdzi, że rozpoznaje jedno pokwitowanie pieniędzy, które dał Wałęsie. Ale tłumaczy, że są to pieniądze, które były przeznaczone na wyjazd Wałęsy do Warszawy na wspomniane spotkanie z Gierkiem".
Spotykał się z Wałęsą jako delegatem załogi i sporządzał notatki ze spotkań. Czy to brzmi wiarygodnie? Jak dla mnie - mało. Ale niemożliwe nie jest...


Komentarze
Pokaż komentarze (208)