Na zaczepkę jest zwykle odpowiedź. To się sprawdza w piaskownicy i w polityce. Dziś pan premier raczył zaczepić pana prezydenta i się doczekał.
Donalda Tuska "rozczarowała" nieobecność
Lecha Kaczyńskiego w Sejmie podczas expose szefa MSZ. Rozczarowanie było jednak wstępem do tezy mocniejszej - iż w takim momencie
miejsce prezydenta jest w Sejmie, ale widocznie inaczej rozumiemy swoje obowiązki. Ten niemal konstytucyjny zarzut - wszak za niedopełnienie obowiązków trafić można przed Trybunał Stanu - ma jedną wadę: jest absurdalny. Do obowiązków prezydenta nie należy obecność w Sejmie. To kwestia jedynie obyczajowa, a zatem między innymi pochodna relacji obu Kancelarii. Nie dałeś, Tusku, samolotu, to się nie dziw. Napomknę, że reakcję
Michała Kamińskiego (Machu Picchu itd.) uważam za przesadną i bardziej publicystyczną niż polityczną. Ale była to reakcja na głupią zaczepkę, więc Michała rozumiem. Trzeba umieć ponieść konsekwencje głupich zaczepek - dotyczy to zarówno premiera, jak i lidera opozycji. PS. Czekam jeszcze na wypowiedź premiera, iż nierozliczenie się w terminie Andrzeja Czumy w Sejmie to część nagonki na ministra. Emocje ostatnich godzin zawarłem w:
Zaczepka Tuska i reakcja
Zaczepka PiSu i reakcja
Żałosna polska legislacja
Żałosne polskie dziennikarstwo
PiS ma rację, PO też!
Za wysokie progi dla mnie
Oto zła wszelkiego przyczyna
Komentarze
Pokaż komentarze (14)