Już zaraz, za chwileczkę - jutro przed południem: Samoobrona i LPR zapewniają, że podpiszą nową umowę koalicyjną z PiSem. PiS wymownie milczy.
Andrzej Lepper i Roman Giertych, Janusz Maksymiuk i Wojciech Wierzejski zaklinają rzeczywistość. Twierdzą, że wszystko jest praktycznie uzgodnione, włącznie z powrotem Leppera na fotel wicepremiera, a umowę można by podpisać nawet dzisiaj, gdyby nie premiera filmu o Papieżu. Nie wypada, powiadają.
Tymczasem nieoficjalne wieści w kuluarach wydają się świadczyć o tym, że w rozmowach - owszem - dokonał się pewien postęp, ale jedynie dzięki spychotechnice. Ukoronowaniem rozmów nocą z niedzieli na poniedziałek było uzgodnienie, że w budżecie na rok przyszły może jeszcze to i owo zmienić, ale co konkretnie - to zobaczymy w listopadzie. Chyba, że zobaczymy wówczas ponowny upadek koalicji. Co jeszcze niczego nie przesądzi, bo wszak do trzech razy sztuka.
Z optymizmem Leppera i Giertycha kontrastują nastroje PiSowców. Z miną sfinksa głoszą - jeśli już w ogóle zdecydują się otworzyć usta - że umowa będzie albo i nie, a w zanadrzu mają jeszcze rozmowy z PSLem.
To też zaklinanie rzeczywistości, bo PSL głośno krzyczy, że nie chce, a z PiSem, lecz bez Samoobrony, nijak nie ma większości. Nic to - pomarzyć zawsze można :)



Komentarze
Pokaż komentarze (1)