Nad wynikami tego gigantycznego przedsięwzięcia OBOP pracował... tydzień, bo jak informuje, ankietę przeprowadził między 5 i 9 października. Część ankietowanych nie mogła więc słyszeć o szafie Lesiaka, część może zdążyła, a cała robota jest dziś oczywiście niewiele warta.
Powtarzam więc, że dobry sondaż tanio kupię i klnę po cichu na nasze sondażownie. Ale gdy sprawy koalicyjne bliskie finału, trzeba się na czymś oprzeć, by zgadywać, co zdarzyć się może, gdy według sondażu PO ma 35%, PiS - 22, Samoobrona - 9, SLD - 8, a nikt poza nimi do Sejmu nie wchodzi.
Wbrew powszechnym prognozom, opartym na braku zaufania do arytmetyki, taki wynik wyborów nie wymusza koalicji PO-SLD. Ba, można założyć na pograniczu pewności, że Platforma rządziłaby sama, mając jakieś 240-250 mandatów w Sejmie.
Oczywiście, sondaż to tylko sondaż. Po pierwsze, choć "najnowszy", to już nieco stęchły. Po drugie, od dawna widać, że "próby losowe" naszych sondażowni są jakieś dziwne i Platformę przeszacowują, a PiSowi odejmują. Po trzecie, polskie pracownie badawcze najwyraźniej nie nauczyły się jeszcze, jak uwzględnić fakt, że w sondażach zamiar głosowania deklaruje dużo więcej Polaków niż liczba tych, którzy faktycznie fatygują się do urn.
Wysokie zwycięstwo Platformy w powtórnych wyborach jest więc mało prawdopodobne, ale nie można nie brać go pod uwagę. "Najnowszy" sondaż chyba przesądza, że PiS nie odważy się poprzeć wniosku o samorozwiązanie Sejmu - to miałoby sens tylko pod warunkiem zmuszenia Platformy do późniejszej koalicji z SLD, a tym samym do autokompromitacji.
Może więc jutro rano w Sejmie dziennikarze i posłowie znów spróbują odgrzebać swą szkolną wiedzę z arytmetyki w zakresie dodawania liczb naturalnych. Sytuacja jest bowiem płynna: przed chwilą kancelaria marszałka Sejmu potwierdziła, że kolejny poseł Samoobrony opuścił ten klub, nie zważając na groźbę słynnych weksli, i podobno zamierza wstąpić do klubu Ruchu Ludowo-Narodowego.
Suma głosów starej koalicji PiS-Samoobrona-LPR stopniała w ten sposób do 230. To połowa, ale nie większość. Może to zachęcić PiS do rozegrania krótkie partyjki ostrego pokerka: rzucenia hasła "czas na wybory", by wywołać w Samoobronie panikę i serię dezercji. Gdyby dezerterów uzbierało się tuzin, mogliby dać większość łatwiejszej w zarządzaniu koalicji PiS-LPR-PSL-RLN.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)