Była taka piosenka, w obiegu oficjalnym zakazana. Bodajże Jacek Kleyff, jeden z bardów opozycji demokratycznej, przed 30 laty napisał te słowa i brzdąkając na gitarze śpiewał ku utrapieniu PRL-owskiej cenzury:
Stuk, puk, laską w podłogę
Sejm, Sejm wyraża zgodę
Stuk, puk, laską o blat
Sejm mówi TAK!
Dziś Sejm zachował się podobnie. Niejednogłośnie wprawdzie, lecz niewielką przewagą głosów staro-nowej koalicji uchwalił bardzo istotną, choć krótką zmianę w prawie bankowym.
A było to tak, bociana drapał szpak: gdy w kwietniu tego roku rząd zawarł umowę z włoskim Unicredito w sprawie podziału majątku banku BPH, zobowiązał się do zmiany prawa, by ten podział umożliwić. W uproszczeniu, polskie prawo zakazuje dziś bowiem dzielenia banków.
Termin miał minąć 19 października, więc rząd się nie spieszył. Aż wreszcie w ubiegły wtorek rząd przesłał Sejmowi projekt umożliwiający dzielenie banków. Komisja finansów w godzinę uporała się z pierwszym czytaniem, ale potem Sejm ogłosił przerwę na rokowania koalicyjne.
Sprawy nabrały tempa wczoraj. Wieczorem Sejm ustawę omówił. Zgłoszono poprawki, więc komisja zaopiniowała je u progu nocy. Potem prawnicy z Biura Legislacyjnego układali to w logiczną, w ich mniemaniu, całość. Nad ranem ruszyły maszyny drukarskie i o 9.00 Sejm był gotów do głosowań.
Zamiast planowanych 5 minut trwały ponad dwie godziny, bo do ogółu posłów dopiero docierało, o co chodzi. Skandalem zapachniało, gdy opozycja oświadczyła, że Biuro Legislacjne wypaczyło treść jednej z proponowanych poprawek. Pół godziny temu Sejm ustawę uchwalił. Dziś jeszcze ma się nią zająć Senat i najlepie od razu przegłosować (koniecznie bez poprawek), by prezydent zaraz ją podpisał. W czwartek, zdaniem rządu, musi być bowiem wydrukowany Dziennik Ustaw z nowelizacją, która wejdzie w życie natychmiast, bez choćby minuty vacatio legis.
"Zdaniem rządu" to jednak uproszczenie na pograniczu kłamstwa. Ustawę forsował minister skarbu. Resort finansów jawnie się od niej dystansował, a dziś w Sejmie nie było ani Zyty Gilowskiej, ani żadnego z jej zastępców. Rządowe służby europejskie ostrzegają, że jedna z przyjętych w Sejmie poprawek jest sprzeczna z prawem unijnym. Narodowy Bank Polski twierdzi, że zobowiązania wobec Unicredito można było wypełnić, zachowując w polskich rękach uzgodnioną część BPH, bez żadnych zmian w prawie bankowym. Żeby było zabawniej, minister Jasiński w zeszłym tygodniu dał się na krótko przekonać do tej opinii, by po paru godzinach nabrać znowu przekonania, iż nowelizacja jest niezbędna.
NBP ostrzega, że jeśli czołowe banki skorzystają z możliwości podzielenia swego kapitału i wytransferowania tego, co najlepsze, za granicę, to - pomijając inne niebezpieczeństwa - podatkowe przychody budżetu państwa mogą zmaleć o kilka miliardów złotych rocznie. Do tej opinii minister Jasiński nawet się nie odniósł. Nikt go zresztą nie zmusił: opozycja raczej ustawę popierała. Kłóciła się o szczegóły i w końcu zagłosowała przeciw, bo koalicja odrzuciła większość poprawek - ale to głosowanie w wykonaniu zwłaszcza Platformy śmiem nazwać przejawem hipokryzji. Ciekawe, co platformersi powiedzą za godzinę, gdy Sejm skończy serię innych głosowań i można będzie bez uszczerbku dla poselskiej diety opuścić sale obrad.
Stuk, puk, laską w podłogę...



Komentarze
Pokaż komentarze (3)