Wystarczyła mała wzmianka premiera K. i komisarza M. o dotacji dla metra. To tylko luźna obietnica - 700 mln euro przez 7 lat. Na portalach, jak zwykle, wybuchła burza. Parę cytatów z Onetu, gdzie zawsze jest najgoręcej:
Oburzona: Czy nie mozna tych pieniedzy wydac lepiej????? (...) a co stolica sobie na te pieniadze zapracowala jakos szczegolnie???
Piotr: 600 milionow euro dla Slaska Małopolski i Wielkopolski to srednio po 200 na wojewodztwo a 700 milionów na budowe drugiej nitki metra w Warszawie Gratuluje panie Marcinkiewicz szkoda ze inni nie maja takiego przebicia.
Filozof: Do wysztkich pieniaczy z tzw metropolii, ktorzy krzyczeli ze przystanek we wloszczowie to strata pieniedzy jedno proste pytanie. Jakie uzasadnienie ekonomiczne ma przeznaczenie 700 mln euro na dofinansowania budowz drugiej linii metra???? To sie nazywa hipokryzja.
Cała Polska jest przekonana, że wciąż buduje swoją stolicę. Nikt i nic nie jest w stanie zabić tego mitu, choć aby go obalić, nie trzeba argumentów natury filozoficznej. Wystarczą gołe liczby.
Kiedyś mostowo-tunelowy prezydent miasta próbował przekonać Sejm przedstawiając wyliczenia, które zresztą każdy sam może wykonać w oparciu o ustawę i finansowaniu samorzadów lokalnych. Minęło parę lat, ale niewiele się zmieniło. Z każdej dychy zapłaconych przez warszawiaka podatków, do budżetu miasta wraca mniej więcej złotówka. I to już po uwzględnieniu wszelkich dotacji, subwencji i innych "prezentów". Reszta tonie w budżecie państwa. Od lat ani grosz z kieszeni podatnika z prowincji nie został wydany na Warszawę. Odwrotnie - to warszawiacy finansują obwodnice dużych i małych miast, zasiłki, emerytury prowincji.
Ale Polaków nie przekonasz. Choćbyś zasypał to cholerne metro.
43
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (5)