Czasem myślę, że sczęściarz ze mnie. Gdybym był decydentem w którejś z czołowych polskich partii politycznych, już bym nie żył.
Gdybym w połowie miesiąca musiał wybierać - poprzeć przyspieszone wybory czy szukać nowej koalicji w obecnym Sejmie? z kim blokować listy w wyborach lokalnych? - to niechybnie dostałbym zawału z powodu braku podstaw do podjęcia decyzji. Codziennie o świcie biegłbym po gazetę i gdy po raz kolejny nie byłoby w niej nowego sondażu, padłbym nieżywy pod kioskiem.
Sondaż pojawił się dzisiaj, po dwóch tygodniach przerwy. Wykonała go sopocka PBS w sobotę i niedzielę, a już wzoraj wieczorem miała gotowe wyniki. Sondaż zatem telefoniczny, niewątpliwie mocno zawyżający wynik Platformy. Skoro ma ona 31%, a PiS 25%, to znaczy, że w realu jest coś około remisu.
Nic więc się nie zmieniło. Namachali się, naużerali, naszczekali jedni na drugich, zużyli taśmy prawdy, parę szufladek z szafy Lesiaka, kryzys koalicyjny i nawet przystanek Włoszczowa - wszystko po to, by zostało zgrubsza tak, jak było we wrześniu.
Przeżyłem, bo patrzę na tę zabawę nieco z boku. Wczoraj wnerwiła mnie, jak zwykle, debata o kasie dla Warszawy, ale to nie ten poziom emocji. Na codzień wolę dylematy takie jak ten oto, z którym walczę od paru tygodni: szukać pcimci z czterema zakresami GSM, UMTS, GPRS i EDGE (chyba nikt takiej nie produkuje), czy poczekać na HSDPA.
19
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)