Ministerstwo sprawiedliwości, sala konferencyjna na V piętrze, dziś po południu. Niemal setka dziennikarzy, dwie stacje telewizyjne gotowe do bezpośredniej transmisji. Spóźniony o 10 minut minister Zbigniew Ziobro zagaja:
Nie jest moim, ministerstwa ani prokuratury zamiarem, by ze sprawy Mazura robić wydarzenie medialne. Zwołałem jednak ten briefing, bo nie jestem w stanie indywidualnie odpowiadać na państwa pytania, a dzisiaj prosiło mnie o rozmowę kilkadziesiąt redakcji...
Cytuję z pamięci, więc niedokładnie, ale sens oddaję precyzyjnie.
Gdybym siedział przed telewizorem, niechybnie pomyślałbym: Zbyszku, nie pieprz. Wszak to oczywiste, że dla PiSu sprawa Mazura na obecnym etapie jest wręcz idealna, choć podobno może być jeszcze lepsza. Można przysolić postkomunistom, Platformie, a może i PSLowi, zaś ryzyko nadziania się na skuteczną kontrę - bliskie zeru. Temat więc jak znalazł do grania choćby codziennie w kampanii przed wyborami lokalnymi.
Ale byłem tam osobiście, sporo przed czasem, więc z powodu spóźnienia miałem mnóstwo czasu, by pogadać z dziennikarską bracią. Wiem zatem, jak wiele redakcji już rano postanowiło, że Mazur jest dziś tematem jedynkowym lub czołówkowym. Są wśród tych redakcji zarówno te uchodzące za reżimowe, jak i takie, o których nie brak dziś opinii, że należą do układu.
Tak samo bywało w ostatnich dniach i tak pewnie będzie, dopóki nie rozstrzygnie się sprawa ekstradycji. Dziennikarze klęli, klną - trzeba było słyszeć, co mówili po konferencji, bo Ziobro nie rzucił newsa - i kląć będą, ale nad każdym dziennikarzem jest jego wysokość wydawca. Mój zgodził się ze mną, że dziś nie ma tematu :)
Morał: gdy czyjeś intencje wydają się oczywiste - bądź podejrzeliwy...



Komentarze
Pokaż komentarze (4)