Intencje są zresztą drugorzędne: grunt, że po majowym złagodzeniu zasad prowadzenia przetargów publicznych rząd proponuje kolejne. Ponad dwukrotnie wzrosnąć mają progi wartości usługi lub inwestycji, poniżej których przetarg nie jest potrzebny lub może przybrać formę uproszczoną. Procedury też mają być nieco prostsze.
Walka z korupcją może być nieco utrudniona, ale gra jest warta świeczki. Pomijam inwestycje największe, w rodzaju austostrad, nad którymi najwyraźniej wisi w Polsce jakieś fatum, więc złagodzenie procedury zamówień publicznych pewnie niewiele tu pomoże. Niech tylko największe absurdy znikną na przykład z życia gmin.
Nie tylko gmin zresztą. Jakieś dwa lata temu w dwóch sejmowych klitkach stanowiących parlamentarne biuro Polskiej Agencji Prasowej zaczęło niemożebnie śmierdzieć. Intuicyjne śledztwo dziennikarzy PAP doprowadziło do wniosku, że w pionie wentylacyjnym utknąć musiał jakiś zwierzak, najpewniej kot.
Było za późno, by ulżyć kotu. Zapach mocno zakłócał pracę, więc PAP zwróciła się do Kancelarii Sejmu o przeczyszczenie pionu. No i śmierdzieć przestało. Po jakichś sześciu tygodniach, bo Kancelaria musiała... rozpisać przetarg.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)