Zdziwiłem się ponownie, gdy w pustawym już Sejmie, w piątek o zmroku, LPR zwołała konferencję prasową. - O czym? - zapytałem maszerującego korytarzem Wojciecha Wierzejskiego. - O wyniku głosowania - odparł. Po czym na tle partyjnego parawanu ogłosił, że dziś uchwalić poprawki się nie udało z powodu zdrady 46 posłów PiSu.
- Wasza lista hańby - mruknąłem ironicznie do przechodzącego obok Marka Jurka, a widząc jego pytające spojrzenie wyjaśniłem, o czym mówi Wierzejski. Marszałek zbladł i rzucił w stronę Wierzejskiego: - Wstydzilibyście się.
Ale poseł LRP nie słyszał, a nocą przyprawił mnie o kolejne zdziwienie. Opisał bowiem sprawę na swoim blogu w słowach ostrzejszych nawet niż te, których użył w Sejmie. Zgodnie z zapowiedzią wywiesił też na stronie LPR nazwiska 46 zdrajców z PiSu.
Lewica to głosowanie przyjęła z aplauzem, bijąc długo brawa i krzycząc z radości. Co za upokorzenie - pisze Wierzejski.
Kilka witryn dalej nowy wpis na blogu Ryszarda Czarneckiego o... lokalnej koalicji PO-PiS-Samoobrona (SamPoPiS!) w Ząbkowicach Śląskich. W dzisiejszych polskich realiach niepojęte. Czarnecki cytuje więc dowcip:
Gdy w USA umiera znany polityk, mówi się nad jego trumną, że był wielkim mężem stanu, bo zawsze umiał znaleźć kompromis. Gdy w Polsce umiera znany polityk, mówi się, że był wielki, bo ...nigdy nie szedł na żaden kompromis!
Hm, słyszałem od Czarneckiego dowcipy bardziej śmieszne. Ale ten jest cholernie prawdziwy.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)