Przetrwałem :) W międzyczasie wpadłem do Trybunału K. na wyrok w sprawie zamykania dziennikarzy do pudła, potem znów pod MEN, aż tuż przed południem wpuścili nas do środka. Trochę po herbacie, bo słoneczko wyszło i na dworze nawet przyjemnie się zrobiło.
Narada się zaczęła, potrwała, skończyła, wicepremier Roman zamierza publicznie wygłosić podsumowanie, ale nasza kamera stoi na korytarzu, gdzie lajfowałem podczas narady. To nie kamera reporterska, lecz transmisyjna, ciężka i na uwięzi. Panie premierze, dwie minuty - zasugerowałem. Zgodził się.
Wreszcie kamera gotowa, ale dzwoni mój zakład pracy. - Krzysiu, jak możesz to wstrzymaj jeszcze Giertycha, bo dajemy na żywo oświadczenie Bestrego z Sejmu, TVN24 też, a wicepremiera byśmy również chcieli na żywo.
Czy ja Kopernik jestem, żebym miał Giertycha wstrzymywać?! On ma 195 cm wzrostu, a ja mniej o jakiś łokieć. Parę dni temu napisałem na blogu, że jeden z jego ochroniarzy jest niewiele niższy i ktoś zaprotestował, że to niemożliwe. Rozmawiałem dziś z tym BORowcem - powiedział, że ma 195 cm i że jego szefowie do służby przy Giertychu skierowali go zapewne ze względów natury estetycznej. Obok któregoś z Kaczyńskich istotnie wyglądałby zabawnie.
Żarty żartami, a tu trzeba działać. Zaczynam popiskiwać, że Bestry, że i TVP3, i TVN24, i może by pan premier jeszcze parę minut poczekał. Giertychowi wyraźnie zależy, bo mówi: - OK, 5 minut.
Inni dziennikarze patrzą jednak na mnie wilkiem, bo woleliby już mieć to za sobą (ja na ich miejscu też bym chciał). A Świstaki, czyli TVN24, wcale się nie garną do potwierdzania, że ta zwłoka także z ich powodu.
Minuty mijają. Konferuję ze swoim zakładem pracy: - Kończy ten Bestry? - Nie, wciąż gada. - A co gada? - Że to wszystko nieprawda i że zaskarży Superexpress do sądu. (...) - Bestry jeszcze nie skończył? - Jeszcze nie. - A co mówi? - Że nieprawda i że zaskarży. - To poczekajcie do najbliższej kropki i zejdźcie z niego. - Ale on nie robi kropek...
W końcu zrobił. - Możemy ruszać - zakomunikowałem ku powszechnej uldze ludzi rządu, oświaty i mediów. Gdy tylko zrzuciłem szaty Kopernika, słowa Giertycha potoczyły się jak Słońce wokół Ziemi, lub może odwrotnie.
W domu zapragnąłem sprawdzić, co takiego miał do powiedzenia Bestry. Przytuliło się dziecko, posadziło na kolanach, pogłaskało - cytuje go PAP, co nie przekreśliło mego dobrego humoru. Straciłem go parę akapitów dalej, gdy Agencja - po zrelacjonowaniu zapowiedzi posła, że złoży on skargę na artykuł w Superexpressie - doniosła, że rozmawiała też z autorem artykułu. A ten przyznał, że posiada oświadczenia kobiet, które były molestowane przez Bestrego i które zgadzają się zeznawać w procesie.
Przyznał?!?! Bronił się jak mógł, ale go PAP do muru przycisnęła i się przyznał? Pomieszanie z poplątaniem, niestety od paru lat jakże modne w młodym polskim dziennikarstwie. Im się wydaje, że powiedział, przyznał, zapewnił - to synonimy. Otóż nie, moi drodzy. Gdy mówię, że jestem wielki, to nie przyznaję, lecz twierdzę, przekonuję, zapewniam, a nawet usiłuję wmówić. Jeśli mówię, że Kowalski jest kretynem, to nie ujawniam. Jeśli zaś ktoś użyje tego słowa, to znaczy, że potwierdza moje słowa i się z nimi zgadza.
Robota, którą włożyłem parę lat temu pisząc projekt podręcznika dla dziennikarzy PAP, najwyraźniej poszła się... kąpać. Cóż, młodość musi się wyszumieć. W TVP chyba też. Bo zaiste młody musiał być ktoś, kto do pracy w Wiadomościach przyjął nowego reportera. Nie zrozumcie mnie źle - nie mam nic przeciwko człowiekowi, nie jestem zwolennikiem wyśmiewania się z nazwisk ani karania kogoś za personalia. Ale kto lata 70. pamięta, ten zdziwi się wraz ze mną, że na wiarygodność flagowego programu informacyjnego TVP pracuje obecnie... Maciej Szczepański.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)