208 obserwujących
3086 notek
6038k odsłon
  205   0

Łup, Lanką w JOWy

Gapa ze mnie. Dopiero dziś zauważyłem (dzięki, 0tolerancji, że jest w Salonie prof. Jerzy Przystawa i agituje za JOWami, czyli jednomandatowymi okręgami wyborczymi.

Osobiście wolę nazwę ordynacja większościowa, w odróżnieniu od stosowanych w Polsce od 1989 r. kolejnych wypaczeń ordynacji proporcjonalnej. Zgodnie z postem Ja, proantykaczuszka nie mam w tej kwestii jasnego zdania, prowadzę dialog sam ze sobą.

Cóż za banał: obie ordynacje mają zalety i wady. Cóż za banał: każdą łatwo ośmieszyć. Skoro mowa o większościowej, przytoczę przykład z życia, który sprawia, że część mego ja skłonna polubić okręgi jednomandatowe wymięka, mówi pas.

Zdarzyło się to na Sri Lance. Uprzejmie proszę, bez ironii: ta była brytyjska kolonia nie jest może światowym liderem w sferze demokracji parlamentarnej, ale besprzecznie ma w tej mierze tradycje dużo dłuższe i solidniejsze niż Polska. Tyle, że Lankijczycy lubili grzebać w swojej ordynacji.

W 1970 r., po kolejnym grzebnięciu w ordynacji większościowej i mapie okręgów wyborczych, poszli do urn, po czym się zdziwili. Najwięcej głosów - 38% - dostała Zjednoczona Partia Narodowa UNP, ale w parlamencie zdobyła tylko 17 miejsc. Partia Wolności SLFP zdobyła o jeden procent głosów mniej, ale do parlamentu wprowadziła 91 posłów - ponad pięciokrotnie więcej niż rywal - co dało jej oczywiście bezwzględną większość!

To przykład skrajny, ale jakże dobitny. Wyobraźmy sobie, że w dzisiejszej Polsce dochodzi do wyborów, w których PO zdobywa o dwa punkty mniej niż PiS, ale o głupie dwa mandaty więcej, albo odwrotnie. Śmiem twierdzić, że w świecie polityki i mediów wybuchłaby pełna histeria pod hasłem skandal i zamiast rządu mielibyśmy powtórkę wyborów.

Tak, ordynacje wyborcze to przeuroczy temat do analiz zarówno uczciwych, jak i nieco złośliwych. Na marginesie informuję niemal śmiertelnie poważnie, że ordynację większościową można w Polsce wprowadzić drobną nowelizacją jednego artykułu obecnej ustawy. W Konstytucji nic zmieniać nie trzeba.

Spróbujemy? Trzeba by wtedy odpowiedzieć najpierw na pytanie, czy największą wartością demokracji parlamentarnej ma być jej zdolność do wyłonienia rządu stabilnego, czy ważniejsza jest choćby ułomna reprezentatywność. Ale to już zupełnie inna historia.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale