Dziś draka w Sejmie i 10 stopni za oknem. Ale już w weekend ma być do 20. Po raz trzeci w tym roku idzie wiosna. Pierwszy raz był miesiąc temu, drugi w zeszłym tygodniu. I wtedy właśnie jechałem metrem na Kabaty obserwując młodą parę.
On, może 28, dżinsy, T-shirt, rozpięta kamizelka typu wędkarz, pochyla się nad wózkiem. Ona, może 24, mini, wydekoltowana bluzka i lekka skórzana kurteczka, siedzi zrezygnowana metr dalej. W wózku drze się bachorek może 4-miesięczny.
Moje pobieżne, w miarę dyskretne oględziny ujawniają, że bachorek ma pampersik, ciepłe wełniane rajstopy, śliczne sztruksowe spodenki, nieokreśloną liczbowo warstwę koszulek, sweterek na szczęście z małym wycięciem, częściowo rozpiętą kurtkę ortalionową z podszewką, czapeczkę wełnianą, kapturek, i rozpięty nadtym wszystkim daszek wózka, żeby dziecięcia nie zawiało.
Tatuś robił, co mógł. Miauczał, szczekał, potrząsał grzechotką. Mamusia od czasu do czasu pokrzykiwała z odległości: Nie płacz, skarbeńku. A biedny bachorek, topiąc się we własnym pocie, zagryzał wargi: Kiedy już będę umiał im powiedzieć, że mi gorąco?



Komentarze
Pokaż komentarze (42)