Do południa Prawo i Sprawiedliwość udawało, że walczy o życie poczęte, o ochronę tegoż w Konstytucji. Od kilku godzin liderzy PiSu w prywatnych rozmowach nie kryją, że walczą o twarz. Swoją i prezydenta, czyli jego poprawki.
Jak dotąd brak potwierdzenia pogłoski, że Jarosław Kaczyński grozi wyborami, jeśli głosowania konstytucyjne dowiodą rozłamu w PiSie. Wątpię, by znacząca część posłów dała się na to nabrać. Ale nagle wczesnym popołudniem PiS zaczął się zachowywać inaczej niż dotąd. Jeśli postanowienia będą dotrzymane, klub zgodnie zagłosuje ZA prezydencką poprawką. Nie po to, by mogła ona wygrać, lecz po to, by zamiast klęski poniosła tylko porażkę. I po to, by wydruk głosowania nie był dowodem rozłamu. To, że klub podzielił się, gdy Sejm odrzucał wniosek LPR - nie jest jeszcze poważnym zagrożeniem dla wizerunku PiSu.
To jeden z najdramatyczniejszych dni tej kadencji. Szkoda, że mam tyle pracy, iż na blog nie starcza czasu. Aby do wieczora.



Komentarze
Pokaż komentarze (65)