Nie ustaję w dociekaniach, co sprawiło, że w głosowaniu konstytucyjnym obrońcy życia się rozczarowali. Ostatnio pisałem, że premier mógł wystraszyć paru posłów PO. Szczerze mówiąc sam w to nie wierzę - platformersi zrazili się 1 i 2 marca, gdy koalicja w komisji kuchennymi drzwiami przepchnęła słabo udokumentowaną ekspercko zmianę art. 30. Ale ciągnę te rozważania - tym razem o Samoobronie.
Z czterech klubów popierających zmianę konstytucji SO wypadła najsłabiej. Tylko 31 z 46 jej posłów było za. W październiku 2006, w I czytaniu, byo ich 37 mimo dużo słabszej frekwencji. Oczywiście I i III czytanie to nie to samo. Ale czy można znaleźć przyczynę, która w ostatniej chwili zniechęciłaby Lepperowców?
W środę z klubem SO rozmawiał Jarosław Kaczyński. Nie o aborcji, lecz sprawach bieżących. Dla Samoobrony najważniejsza była obsada stołków w administracji woj. świętokrzyskiego i ustawa o biopaliwach. Rzepak kwitnie, wołał donośnie Andrzej Lepper. Znajdziemy kompromis, może jeszcze na tym posiedzeniu, zapewniał Jarosław Kaczyński. Premier praktycznie zaakceptował nasz projekt, dodawał Lepper, choć pachniało to myśleniem życzeniowym, a nie informacją.
Szło o to, by projekt SO uczynić strawnym dla rządu i przygotować do II czytania w czwartek wieczorem oraz głosowań w piątek. Nie takie rzeczy się w Sejmie działy, gdy PiS chciał. W tym jednak wypadku chyba nie chciał, bo w czwartek po południu na drzwiach sali 118 zawisła kartka: Posiedzenie komisji finansów przełożone.
Wg liderów SO tragedii nie ma, byle Sejm ustawę uchwalił 27 kwietnia. To jednak partia pragmatyczna. Jej posłowie wiedzą, że elektorat nie będzie ich rozliczał z życia poczętego, lecz z tego, ile kasy da się wyrwać z Brukseli i z budżetu RP. Np. dla hodowców rzepaku. Może ten i ów uznał: Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie...?
21
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (23)