Jeśli PiS chce jeszcze utrzymać rząd większościowy, to odejście Marka Jurka może być groźne. Nie grozi kryzysem rządowym, ale może spowodować kryzys w Sejmie. I nie chodzi tu tylko o szukanie ewentualnego następcy na fotelu marszałka.
Zakładam, że deklarując odejście z PiSu Jurek chce odejść, a nie być proszonym o powrót. Nie sądzę, by już teraz miał pociągnąć za sobą więcej niż dosłownie kilku posłów, ale nie można wykluczyć, że będzie ich więcej. Ostre słowa premiera z piątku i soboty, jeśli obraziły Jurka, mogły też obrazić każdego z listy ponad 60 posłów - sygnatariuszy petycji przeciw prezydenckim poprawkom konstytucyjnym.
Odejście z Jurkiem może kusić. Daje nadzieje na to, by pozostając w koalicji, a więc poniekąd u władzy, przejść do jakże wygodnej, werbalnej pół-opozycji: poprzemy tylko dobre projekty rządu (czytaj: te, które nam pasują, i wtedy, kiedy nam pasuje). Daje złudną wprawdzie, ale ponętną nadzieję, że ludzie uwierzą: co złego, to nie my. To oni. To rząd. To PiS.
PiS ma w tej chwili o 22 posłów więcej niż PO. Gdyby stracił tę przewagę, popadłby w kłopoty w Sejmie. Obecnie koalicja niepodzielnie rządzi we wszystkich komisjach, bo Przemysław Gosiewski w falandyzowaniu regulaminu doścignął mistrza: orzekł, że skoro Sejm wybiera się metodą d'Hondta faworyzującą duże partie, to i miejsca w komisjach przydzielać trzeba wg tej zasady. Prezydium to przyjęło.
Gdyby największym klubem stała się PO, to ona zgarnie premię d'Hondta i w niejednej komisji siły by się wyrównały. Komisje zawsze można przegłosować na forum Sejmu, ale gdy trzeba coś przyspieszyć lub opóźnić, bez komisyjnej większości się nie da. Prawdziwa rewolucja czekałaby zaś tak ważną dla PiSu komisję ds. Solidarnego Państwa, która z przewagą opozycji nie ma dla rządu racji bytu.
Premier zapowiada rozmowy z Jurkiem. Wielu PiSowców twierdzi, że pozostanie on w klubie PiSu. Jeśli jednak dominacja PiSu w Sejmie będzie zagrożona - uratować ją może tylko rozłam w Platformie. Spodziewałbym się więc zaostrzenia PiSowskiej kampanii wbijania klina między Rokitów, Tusków i Palikotów. Dwie rzeczy są pewne: SLD zaciera ręce, a Aleksander Kwaśniewski otworzył koniak.
22
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (21)