Nie milkną głosy oburzenia w sprawie afery z PSL. Tym razem głos raczył zabrać profesor filozofii z Krakowa, Janusz Majcherek. Ten naukowiec przedstawił wspaniałą i odważną tezę, która ma obrazować sytuację naszego kraju. Otóż dla pana profesora sytuacja jest jasna. Wszystkiemu winni są chłopi. No, i ziemiaństwo, żeby nie było. To ci niedobrzy ludzie hamują postęp i rozwój, wręcz powalają na ziemię polskiego tygrysa, dokonującego historycznego skoku cywilizacyjnego.
Trzeba być prawdziwym filozofem, by dostrzec, że najważniejsza dla ludzi jest mentalność, kultura i poglądy. A to przecież polska wieś jest ostoją reakcji. To na wsiach nadal większość chodzi do kościoła, posługuje się językiem dalekim od politycznej poprawności i nie zawsze docenia pożytki płynące z unijnych dopłat. Co gorsza, większość nadal uważa, że prędzej czy później obcy wykupią naszą ziemię. Nic dziwnego, że hamują postęp tak samo, jakby ciągnęli za hamulec bezpieczeństwa w pociągu.
Przenikliwa ta teoria jest, naprawdę. Wzruszyłem się do łez niemal. Mocno podtrzymuje ją inna teza, równie odkrywcza i przenikliwa. Według pana profesora świetlane czasy III RP zbudowały w naszym kraju klasę średnią. Osobiście mam co do tego pewne wątpliwości, ale ja nie jestem tak utytułowany i oczytany jak pan profesor. Dla mnie jednakże pojęcie „polska klasa średnia” to abstrakcja równa pojęciu „polska płaca średnia”. Podobno jest, ale nikt jej nie widział. Coś, jak nasz swojski odpowiednik yeti.
Dla profesora, biegłego w akademickich dysputach, nie ma tu żadnej sprzeczności. Polską rządzą ludzie wsi, ale mieszczaństwo powstało. Jest dobrze, mimo że jest źle. Wszystko bowiem należy tak opisać, by opinie i odczucia przedstawić jako fakty, a te jako ilustrację postawionej tezy. Nie takie rzeczy widzieliśmy, nie tylko w akademickiej Polsce, gdzie jeden profesor kradł starodruki, a inny przewodził uczelni z plikiem plagiatów opatrzonych własnym nazwiskiem i nikt mu nie mógł nic zrobić.
Trudno jakoś oprzeć się wrażeniu, że ten wspaniały, rewolucyjny niemalże tekst, powstał na zamówienie. Nie tylko redakcji Gazety Wyborczej, która od 23 lat dzielnie promuje budowanie klasy średniej w naszym kraju, ale i sił nieco wyższej natury. Przecież to jest woda na młyn rządowej propagandy. A ściślej ugrupowania, z szeregu których wywodzi się rzecznik tegoż rządu. Bo to on jest główny rozgrywającym w tej grze, nawet jeśli jedyne co robi, to słucha pilnie swego trenera z ławki w pewnej kancelarii. Bo to jest przecież gra właśnie. Taka gra, niczym w policyjnym serialu, gdzie jest dobry i zły glina. Tu mamy dobrego i złego koalicjanta. Ten zły kradnie, bierze łapówki, na niczym się nie zna, obsadza stołki rodziną i hamuje budowę raju na ziemi. Ten drugi buduje Polskę, ma czyste i białe rączki, wprowadza nas do Europy przez frontowe, nie tylne drzwi. I jak tu nie wybrać tego ładnego, europejskiego i uczciwego do szpiku kości? Większość zapewne wybierze. Zwłaszcza po takim zagraniu.
Inną kwestią jest atak na kolejną grupę zawodową w Polsce. Na łamach GW atakuje się ostatnio nauczycieli, górników, pielęgniarki i rolników. Przedstawia się wydumane historie i manipuluje odbiorcami w ten sam sposób, w jaki rząd rozgrywał kampanię emerytalną. Postawienie przed Polakami prostego pytania: Dlaczego inni mają mieć lepiej niż ja? niezawodnie bowiem uruchamia całą lawinę nienawiści. I przysparza głosów ugrupowaniu, które podobno chce lub nawet może uzdrowić sytuację.
I tak, dzięki umiejętnie rozegranym kartom koalicjanta, premier i jego ludzie mogą spać spokojnie. W końcu uratowali i Polskę i siebie za jednym zamachem. Nie pierwszy raz zresztą.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)