Niedawna rocznica zamachów przeprowadzonych przez Andreasa Breivika nie wywołała większego odzewu w naszych mediach. W dzisiejszych czasach nikomu jakoś już nie jest wiadomo, co takiego istotnego wydarzyło się wczoraj, a co tu mówić o okresie 12 miesięcy. Nie chcę jednak nudzić nikogo powtórnym analizowaniem tego, co się stało. Bardziej mnie interesuje to, co się nie stało. Tak w Norwegii, jak i u nas.
Mój znajomy dziennikarz przesłał mianowicie link do artykułu, w którym pisano o tym, że nie ma nadal ochrony przed wejściem do ministerstw i parlamentu w Norwegii. Nic o tym nie pisano, ale przypuszczam, że nadal można spotkać tego czy innego ministra jadącego rowerem do pracy. Bez dwóch samochodów ochrony i wydzielonego pasa ruchu, dodajmy. Nie do pomyślenia w naszej kartoflanej republice mniej lub bardziej lokalnych kacyków. U nas pan premier do joggingu na plaży potrzebuje ochrony. Za nasze, podatników, pieniądze.
Tak to wygląda, szanowni państwo. Nie ma się co oszukiwać. Mimo szumnych deklaracji o wolności, demokracji i budowaniu kapitalistycznego dobrobytu, o co można się jeszcze ewentualnie spierać, nie ma wątpliwości, że jedna rzecz pozostaje niezmienna. Mianowicie sposób uprawiania polityki i wywodzące się z tego sposobu poczucie wyższości każdego, kto z woli ludu (lub, jak komuś bardziej pasuje, narodu czy wyborców) sprawuje funkcję publiczną. Przede wszystkim zaczyna od wyniesienia się ponad innych obywateli. Jak bowiem od dawna wiadomo, wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi.
Ochrona urzędników państwowych to jedna rzecz. Osobiście jakoś mnie nie przekonuje obraz malowany przez Leszka Millera, w którym to Polska jest jednym z głównych celów ataków terrorystycznych. Mogę się jednak mylić, w końcu moja wiedza o tajemnicach państwowych nie jest wielka. Na pewno mniejsza niż rządzących nami. Wiem jednak jedno, podobnie jak wiedział to lord Acton, mówiąc swoje słynne słowa o korumpowaniu umysłu przez władzę. Takie życie szybko psuje. To nie jest już tylko kwestia oderwania polityków od życia obywateli, których mają reprezentować. Idzie o istnienie nowej kasty, która uważa resztę społeczeństwa za ludzi drugiej, gorszej kategorii.
Przykłady takiego traktowania obywateli widać najwyraźniej po sposobie traktowania prawa przez ludzi je stanowiących. I tak mamy prezydenta państwa, który przed objęciem funkcji został sfilmowany pędząc przez Warszawę ponad 130 km/h. Lider opozycji też jest bohaterem podobnych filmów. Rzesza posłów traktujących przepisy ruchu drogowego jako nieobowiązujące jest długa. Podobnie jak i ta, w której politycy byli zatrzymywani po jeździe w stanie wskazującym. Skoro zaś robią to ludzie z parlamentu, tym bardziej będą to robić lokalni kacykowie. I robią, a jakże. W końcu ryba psuje się od głowy.
Swobodne traktowanie prawa przez parlamentarzystów prowadzi do tego, że staje się normą społeczną. Skoro jedni mogą, to dlaczego inni nie? I błędne koło, raz wprawione w ruch, toczy się nadal bez przeszkód. Władza oszukuje obywateli, obywatele władzę i siebie nawzajem. I tylko jednego możemy być pewni. Od tego Polska jakoś w siłę nie rośnie. Wręcz przeciwnie.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)