Wszyscy od kilku dni żyją prezesem Kaczyńskim. A raczej jego wygłoszonym „expose”. Po tym, jak drużyna prezesa, zamiast punktować leżącego na deskach premiera, przytłoczonego Amber Gold, wypoczywała na wakacjach, oczekiwałem dużo więcej. Okazało się, że z naiwności się nie wyrasta. Wyszło natomiast jak zawsze. I dlatego słowo „wystąpienie” napisałem w cudzysłowie nie bez przyczyny. Dla mnie założenia programowe tego przemówienia nie były bowiem niczym zaskakującym. Ot, ta sama śpiewka słyszalna od lat. No, z jednym małym wyjątkiem, ale o tym za chwilę.
To, co proponuje pan prezes i jego eksperci jest już w tylu miejscach omówione z każdej strony, że nie ma co się powtarzać. Mnie interesuje co innego. Otóż to samo słyszymy już od dekady, niemal od samego powstania Prawa i Sprawiedliwości. Wiara w to, że ostre kary zmienią sposób myślenia Polaków o państwie i praworządności jest godna podziwu, ale to tylko wiara. Podobnie jak wspaniały pomysł, którego blask oślepił moje nieliczne szare komórki. Obniżymy podatki, co na pewno zmniejszy wpływy do budżetu, a jednocześnie zwiększymy wydatki w wielu pilnych sprawach. To rozwiązanie przebija nawet biblijnego króla Salomona, ale w końcu minęło tyle wieków, że może i w tej kwestii coś się zmieniło.
Interesująca jest za to kwestia zniesienia gimnazjów. Jakoś nie przypominam sobie, by za rządów PiS pojawił się taki temat. Pamiętam za to dobrze takie obniżenie poziomu matury, że dziś może ją zdać małpa. Tak, rozumiem, koalicjant niesforny i tak dalej. Skoro jednak kwestia edukacji tak leży prezesowi na sercu, powinien w tamtym rządzie walczyć o resort jak lew. Nawet kosztem ministerstwa obrony.
Zadziwiające jest tylko to, że nadal słowa prezesa mają moc oddziaływania na ludzi. Chyba dlatego, że powtarza on swoje/nieswoje tezy na temat rządzenia państwem w kółko, niczym mantrę. I, podobnie jak w przypadku oddziaływania monotonnego śpiewu, liczy na spełnienie swoich pobożnych życzeń. A ukołysani rytmem słuchacze słyszą jedynie to, co jest balsamem na ich uszy. Przedsiębiorcy zatem odbierają „obniżka”, bezrobotni „miejsca pracy” a jeszcze inni „wzrost nakładów”. Wszyscy są z seansu zadowoleni. Każdy zaprogramowany.
Najsmutniejsza jednak rzecz nie ma nic wspólnego ani z koszmarem PO ani z nieudolnością PiS. Bo, niezależnie od tego jak bardzo słaby i nieudolny niebyłby plan tej jednej części opozycji, inne jej elementy nie mają nawet tego. Wszyscy zaś razem dziwią się, jak takie rządy PO mogą trwać i trwać. Może panowie opozycjoniści powinni sobie przypomnieć dawne hasło generała Jaruzelskiego. Te o opozycji konstruktywnej mianowicie.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)