W zestawie chwytów podległych propagandzie politycznej znane jest określenie pewnej techniki jako reductio ad Hitlerum. Oznacza ono, że wybieramy tylko jedną, jedyną cechę charakteru bądź postępowania i ją potępiamy tak długo, aż wszyscy (lub większość) w to uwierzy. Na naszym rodzimym gruncie mamy do czynienia z lokalną odmianą, którą można by określić jako reductio ad Kaczyńskium. Wszystkie najgorsze cechy totalitarnego wodza zdaje się uosabiać prezes PiS, niezależnie od tego, co na dany temat powiedział lub czy w ogóle coś powiedział. To przecież nieistotne w sumie, liczy się tylko efekt końcowy. Przynajmniej tam, gdzie zainteresowanie propagandy jest zwrócone.I trzeba przyznać, że to działa. Tylko stworzeniu tego obrazu prezesa PiS zawdzięcza PO swoje powodzenie. Większość już od dawna ma dość rządów tej partii, ale patrząc na odmalowany wizerunek strasznego prezesa, żądnego krwi i wprowadzenia dyktatury, pokornie schyli głowę i zagłosuje za tak zwaną normalnością.
Ten schemat zresztą widać idealnie w wydarzeniach tego tygodnia. Platforma przytłoczona dość mocno z kilku stron jednocześnie – blamaż prokuratury i sądów w sprawie Amber Gold, zamiana zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej i przekonująca debata ekonomiczna zorganizowana przez PiS – postanowiła działać w sposób wyżej opisany. Odpowiedzią na całą sytuację ma być mianowicie kolejny wniosek o postawienie prezesa, wraz z byłym współpracownikiem Ziobrą, przed Trybunałem Stanu. Skoro nie ma się argumentów odwołujących do logiki i krytycznego myślenia, trzeba odwołać się do emocji. W czasie nerwów rozum śpi, czyż nie?
Takie działanie ma być tym, co skonsoliduje na nowo elektorat. Wiele zatem znów mówi się o tym, jak to krwiożerczy prezes podzielił Polskę. Magicy od platformerskiego PR nie dodają, że to oni sami niestrudzenie umacniają te wykopy od lat, ani na chwilę nie pozwalając obsuwać się ścianom. Zwłaszcza dziś, gdy dość sporo osób z tak zwanego świecznika przeskoczyło ten rów, dołączając do zaprzysiężonych wrogów.
W ogóle całokształt takiej propagandowej zagrywki jest właściwie podręcznikowy. Poza wspomnianym oczernianiem mamy tu jeszcze takie przykłady jak choćby przypisywanie przeciwnikowi tych własnych cech, które chcielibyśmy ukryć. Inwigilujemy opozycję i przeciwników politycznych, a nawet dziennikarzy? To przypominajmy, jak Kaczyński haki zbierał. To łączy się ze wzbudzaniem obaw, co jednoczy ludzi jak mało co, zwłaszcza w Polsce, w której tylko wojna lub klęska żywiołowa potrafią zjednoczyć społeczeństwo. Reszta receptury jest także prosta i brzmi: Dodaj do tego wielkie kłamstwo, zawierające ziarno prawdy i powtarzaj je bezustannie, aż zacznie być postrzegane jako prawda. Nad wszystkim roztocz błogosławieństwo eksperta, który uwiarygodni każdą, największą nawet bzdurę. Polej sosem ze zbyt wielu uproszczeń, szlachetnych słów, pustych ogólników i szczypty euforii a osiągniesz potrawę, na którą nadal można złapać wystarczającą ilość poparcia. Ktoś nie wierzy w jadalność tej potrawy? Proszę spojrzeć na sondaże.
Wobec braku jakiekolwiek koncepcji politycznej, poza oczywiście koncepcją trwania przy władzy, strategia ta została uczyniona głównym orężem propagandy obozu rządzącego i taką zapewne pozostanie. Problem ma zatem opozycja i to nie tylko ta z obozu Prawa i Sprawiedliwości. Najlepiej wyraził to ostatnio Janusz Palikot, którego można posądzać o wiele, ale na pewno nie można zarzucić braku znajomości taktyki i strategii obowiązującej w PO. Stwierdził mianowicie, że te posunięcie nie tylko godzą bezpośrednio w PiS i jego prezesa, ale są celowym zepchnięciem na margines reszty partii opozycyjnych. Wydaje mi się to słuszne. Abstrahując bowiem od bezwładu lub celowości pomysłów RP czy SLD, tak samo jak SP, trudno debatować o czymkolwiek poza domniemanym faszystowskim zagrożeniem rządów Kaczyńskiego. Nie ma po prostu miejsca na logikę w obliczu takich głupot, oddziaływujących bezpośrednio na emocje. Wystarczy tylko wspomnieć „kaczystowską” walkę z korupcją, a od razu pojawia się w umysłach wielu pytanie: Czy w tym kraju da się w ogóle robić interesy bez łapówek, skoro do zwykłego lekarza nie można się inaczej dostać? I już jest spokój w szeregach, a kochany przywódca może spać spokojnie.
Czarny to scenariusz, ale niestety bardziej prawdziwy, niż ktokolwiek z nas może się spodziewać. Być może jednak warto znać jego założenia, by potrafić wyrwać się z roli nałożonej odgórnie? Albo przynajmniej mieć świadomość wędzidła.




Komentarze
Pokaż komentarze (5)