krzysztofmroczko krzysztofmroczko
205
BLOG

Zawód zamiast zawodu

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 3

Jak co roku początek października przynosi teksty i dyskusje na temat kondycji polskiej nauki i w ogóle studiowania coraz większej liczby Polek i Polaków. Właściwie nie wypada zatem milczeć. Temat przecież wdzięczny i, jak zresztą ze wszystkim w naszym kraju, każdy z nas ma swoją własną opinię.

To ciekawe bardzo, jak wielu ludzi domaga się od polskiej nauki i szkolnictwa wyższego realizmu polegającego na dopasowaniu do wymogów rynku pracy. Może jestem nieco staroświecki, ale zawsze uważałem, że uczelnie różnią się nieco od szkół zawodowych. Oczekiwanie, że dziś nagle staną się takimi zawodówkami dla dorosłych, jest naprawdę rewolucyjne. Nikt jednak nie zastanawia się, po co tak właściwie miałoby to przebiegać. Czy nie prościej i taniej byłoby po prostu wrócić do restytucji tychże szkół zawodowych na poziomie szkół średnich? Czy naprawdę konieczne jest, by to instytuty naukowe uczyły studentów umiejętności współpracy w korporacyjnym zespole? Bajki o gospodarce opartej na wiedzy możemy sobie odpuścić, bo jak dotąd najszybciej rozwijają się nam te sektory gospodarki, które opierają się na usługach, co nie wymaga przecież kompetencji osiąganych w toku edukacji wyższej. Nawet jeżeli dzisiejsze ogłoszenia o pracę mówią nam co innego.

Od lat pokutuje takie przekonanie, rozpowszechniane niemalże na zasadzie kopiuj-wklej przez wszystkie media. Uniwersytet czy politechnika ma po prostu zapewnić zatrudnienie swoich absolwentów i kropka. Nie ma tu miejsca ani na poważne potraktowanie naukowych aspiracji ani nawet na docenienie owej – skądinąd równie chóralnie wychwalanej – przedsiębiorczości i zaradności młodych ludzi. To myślenie implikuje coś nowego, a mianowicie przekonanie, że studia przygotowują do pracy w konkretnym zawodzie. Tak nie jest i nigdy nie było. Nigdy, nawet w tak wychwalanych jako gwarantujące zatrudnienie kierunkach politechnicznych, świeżo upieczony absolwent nie dostawał pracy za sam dyplom. Musiał posiadać coś, co było jakimś dokonaniem czy też konkretną umiejętnością. Uporczywe wbijanie do głów młodzieży (a także ich rodzicom), że studia właściwie gwarantują pracę, w dodatku dobrze płatną i w tym wyuczonym czy nawet wymarzonym zawodzie, są ewidentną mrzonką. Efekty takiego ujęcia zbieramy od lat i nie ma nikogo, kto miałby śmiałość próbować to odkręcić na poziomie społecznej debaty obecnej w mediach. Jeden tekst z Gazety Wyborczej, skądinąd bardzo interesujący, wiosny w tej materii na pewno nie uczyni. Po latach bezustannie wbijanej do głów propagandy, obecnej we wszystkich mediach głównego nurtu, lata całe zajmie przywracanie właściwych proporcji. Pod warunkiem oczywiście, że ktoś zacznie w ogóle kontynuować temat.

Na razie jednak nie widać takich prób. Próby, jakie się pojawiają, jak choćby ten tekst podobno lewicowego polityka, sprowadzają się jedynie do przepisania jednego leku. Prywatyzacja ma być tym cudownym rozwiązaniem, które uleczy chorą polską naukę. Szkoda jedynie, że ci, którzy ją postulują, nie chcą dostrzec, że to prywatyzacja właśnie odpowiada za to, co dziś dzieje się z polską nauką. Jakoś prywatne uczelnie ani nie rozwinęły nauki ani nawet nie zdołały nauczyć czegoś swoich absolwentów. Choćby tego, by krytycznie podchodzić do swego własnego wykształcenia. Stąd właśnie bierze się medialne milczenie. Kółko się zamyka, a czas leci. Przybywa oszukanych młodych, zawiedzionych niespełnionymi obietnicami otrzymania zawodu. Przybywa też zadowolonych z siebie pracowników mediów. I tylko nauka przypomina sierotę, opuszczoną przez wszystkich.

 

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka