krzysztofmroczko krzysztofmroczko
210
BLOG

Kolejne przegrane bitwy, bez walki

krzysztofmroczko krzysztofmroczko Polityka Obserwuj notkę 1

Jestem chory. Po całym dniu spędzonym w ogniu ideologicznej walki o patriotyzm, wolność i obalenie komuny, rozgrywanej na ekranach wszelkiej maści, można poczuć pewien przesyt, który może objawić się niestrawnością. Co gorsza, niestrawność ta zapewne nie przejdzie, nawet jeśli za dwa dni nowym tematem mediów będzie kolejna matka mordująca swoje dzieci albo Adaś Darski pozujący do zdjęcia z kimś tam.

Obawy co do tego, że niestrawność zostanie z nami na dłużej, a właściwie na zawsze, nie są wcale zupełnie bezpodstawne. Oto mamy – na przestrzeni dwóch dni zaledwie – dwa wydarzenia, które mają ogromny wpływ na to, co będzie się działo z naszym krajem. Dużo większy od tego, co sobie wymyślił jakiś tam ambitny chłopak Winnicki czy inny.

Mamy już pierwszych amerykańskich żołnierzy. Rozpoczyna się nowa okupacja, taka jest smutna prawda. Kiedy porównałem przed dwoma laty bandę G.I. Joe’ów do bratniej Armii Czerwonej, posypały się gromy w komentarzach. Pewnie, że jest różnica. Czerwonych czy brunatnych nikt nie zapraszał, a tych w paski i gwiazdki sami przywitaliśmy, zabiegając przez lata. Jest też i inny sposób postępowania. Hordy ze wschodu paliły, grabiły i gwałciły, ale nienawiść do nich pozostawała. Wiedzieliśmy, że prędzej czy później sobie odbierzemy, co nam obca przemoc wzięła. Amerykanie mają za to coś, co można by, pożyczając od Levinsona, nazwać „miękkim ostrzem”. Amerykanie, zupełnie jak w 1945, mają fajne prezenty, które rozdają za darmo. Budują McDonaldy, Starbucksy i Pizze Hut. Nasze kina i telewizje zapełniają swoimi filmami, a media uczą tego, że nie ważne o czym mowa, musi być rozrywka. Ich forma demokracji ma być tą jedną, jedyną, a problemy międzynarodowe rozwiązuje się siłą. Jeśli dla kogoś to łagodniejsza forma niewoli, to współczuję serdecznie. Choć może powinienem zazdrościć, takie życie w nieświadomości musi być przyjemne. Niestrawność na pewno nie grozi.

Druga kwestia jest jeszcze groźniejsza. W piątek nasz Sejm zdecydował o tym, że nasiona modyfikowane genetycznie będą dopuszczone do obrotu w naszym kraju. I to zupełnie już stwarza podległość naszej kochanej republiki. Bo niebezpieczeństwo nie jest tylko w niszczeniu ekosystemu, bioróżnorodności czy spraw bezpieczeństwa żywności genetycznie modyfikowanej. Sprawa jest dużo prostsza, a przez to dużo bardziej groźna. Nasiona genetycznie modyfikowane rozprowadza jedna, jedyna firma. Podobnie jak nawozy do uprawy. Co gorsza, nasiona zboża się nie odnawiają, co roku trzeba kupować nowe. A to oznacza astronomiczne zyski producenta i zupełne niewolnictwo rolników. Polskich rolników. Nikt jednak o tym nie pisze, nie urządza marszów. Najwidoczniej wszystkim pasuje. najwyraźniej nikt się niestrawności nie boi,

I tak toczy się ten nasz światek prowincjonalnego kraiku, który przerażony jest na samą myśl o niezależności. Przy tym opcja polityczna nie ma żadnego znaczenia. Każdy wie, że liczy się jedynie kasa. I pożyteczni idioci, którzy zapewnią show telewizyjnym stacjom i zasłonę dymną dla prawdziwej polityki kilku facetom bez skrupułów. Koszty zaś, jak zwykle, się uspołeczni.

Dlatego właśnie myślę, że owa dzisiejsza niestrawność pozostanie ze mną na dłużej. Nie pomoże jej widok obcych mundurów na ulicach czy monokultury upraw rolniczych, widziane z okien pociągu czy samochodu. Nie pomoże jej jednak przede wszystkim świadomość, że mało kogo w ogóle obchodzą takie sprawy.

Wrocławianin z urodzenia i przekonania. Myślę szybko, nie owijam w bawełnę. Nadal wierzę w dziennikarstwo obywatelskie, dlatego prowadzę portal osiedlowy Wrocław Leśnica Info. Tutaj już nie piszę o polityce, zostawiam to hunwejbinom i sekretarzom. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka