Tak sobie patrzę, tak sobie słucham i oglądam tę małą burzę we wrocławskich mediach. I nie przestaję się dziwić. Od dwóch dni wszyscy rozprawiają o decyzji pana prezydenta Dutkiewicza, któryzdecydował się na udział w następnych wyborach samorządowych. Widać, że zrozumiał już, że fotel prezydenta Wrocławia jest największym osiągnięciem, na jakie może liczyć w polityce. Nie to jest jednak najważniejsze.
Dało się chyba zauważyć, że nie darzę polityki pana Dutkiewicza szczególną sympatią. Jakoś tak wyszło, że docenianie jego niewątpliwych osiągnięć, nie przeszkadza mi widzieć jego porażek. Tak już mam, że plusy nie przesłaniają mi minusów. Uważam, że najlepiej byłoby, gdyby sympatyczny skądinąd pan prezydent udał się na zasłużoną prezydencką emeryturę. Jest jednak jeden zasadniczy problem – nie ma następców. Reszta naszej lokalnej sceny politycznej to po prostu lista wciąż tych samych nazwisk, które Wrocławiowi nie mają nic do zaoferowania.
Widać to ładnie w ankiecie Gazety Wrocławskiej. Wspominanie o tym, że największym rywalem może być Bogdan Zdrojewski, jest po prostu kpiną. Jakoś nie widzę, by obecny minister chciał po raz drugi wstępować do tej samej rzeki. O reszcie kontrkandydatów nie ma co rozmawiać, z całym szacunkiem dla wszystkich. Przyczyna jest prosta. Nie widać nikogo, kto miałby jakąkolwiek wizję przyszłości miasta. A jeśli ma, to trzyma ją mocno ukrytą. Tak mocno, że nikt nie jest w stanie jej dostrzec. W efekcie mamy do czynienia z tym samym, co w naszej, pożal się Boże, Ekstraklasie piłkarskiej. Rafał Dutkiewicz, podobnie jak w poprzednim sezonie Śląsk, jest po prostu skazany na sukces. Nie jest to wynik siły obecnego prezydenta, a słabości innych konkurentów do korony. W takim towarzystwie wygrana pewnie nawet nie smakuje.
Ciekawa jest też inna rzecz. Poza panią europosłanką Lidią Geringer de Oedenberg, po prostu nie ma kobiet. Zwyczajnie kobiety w dolnośląskiej polityce się nie liczą. Nie zmieni tego bojowa postawa radnej Zdrojewskiej, która jednak jakoś nie została pomieszczona w ankiecie. Mam zresztą dziwne wrażenie, że i pani Lidia na listę dostała się przypadkiem, na zasadzie takiej, że przed dekadą walczyła z panem Dutkiewiczem o prezydenturę.
I tak to już jakoś jest. Jesteśmy po prostu skazani na mężczyznę. Przekonują nas o tym politycy, przekonują media, przekonują wreszcie komentujący w sieci. Być może boją się, że kobieta budowałaby więcej przedszkoli niż centrów handlowych, być może nawet zmniejszyłaby deficyt miasta. Dopóki jednak nie wybierzemy, nie przekonamy się. Na szczęście do wyborów jeszcze trochę czasu, może objawi się realna kandydatka, która będzie w stanie przekonać do siebie wyborców. Ja chciałbym się przekonać, czy można inaczej sprawować władzę w tym mieście.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)